Opel Frontera wraca na rynek w zupełnie nowej odsłonie jako nowoczesny, rodzinny SUV z napędem hybrydowym, który ma być przystępny, prosty w obsłudze i możliwie uniwersalny.
Czy brzmi to jak typowy chwyt marketingowy? Być może. Ale wystarczyło kilka dni za kierownicą, żebym zrozumiała, o co tak naprawdę w tym aucie chodzi.
Duży, kanciasty i w pomarańczowo-czerwonym kolorze
Nie da się przejść obok tego modelu obojętnie. Testowany egzemplarz w intensywnym, pomarańczowo-czerwonym lakierze przyciągał spojrzenia i wyglądał dokładnie tak, jak powinien wyglądać nowoczesny SUV, czyli masywnie, solidnie i dość surowo. Jest tu sporo prostych linii i wysoka sylwetka, która jasno sugeruje: to nie jest małe, miejskie autko.
Co ciekawe, ten duży charakter wcale nie przekłada się na stres za kierownicą, a tego chyba najbardziej się obawiałam. Wręcz przeciwnie, bo już po kilku minutach jazdy po mieście miałam wrażenie, iż samochód jest mniejszy, niż wygląda i to zdecydowanie pomagało.
Za kierownicą: zero stresu
I tu dochodzimy do największego atutu Opla Frontery. Mimo swoich rozmiarów jeździ się nim zaskakująco łatwo. Układ kierowniczy jest mocno wspierający, responsywny, widoczność bardzo dobra, a auto nie sprawia wrażenia topornego giganta, z którym trzeba walczyć na każdym skrzyżowaniu i rondzie.
W miejskim ruchu Frontera radzi sobie bez problemu. Parkowanie? Bez nerwów. Manewrowanie w ciasnych uliczkach? Nic trudnego. Duża w tym zasługa wszystkich systemów wspomagających kierowcę, które działają dyskretnie, ale skutecznie. Czujniki, kamery, asysty, no wszystko jest tu po to, żeby ułatwiać życie.
Kolejną kwestią, która mnie zaskoczyła, to fakt, iż bardzo gwałtownie przyzwyczaiłam się do tego auta. Niemalże od razu przestałam mieć z tyłu głowy myśl o jego pokaźnych gabarytach...
Po zajęciu miejsca w środku widać, iż Opel postawił na funkcjonalność. Kokpit jest czytelny, logicznie zaprojektowany i pozbawiony zbędnych efektów wow. Wszystko jest tam, gdzie się tego spodziewasz, a obsługa podstawowych funkcji nie wymaga większego główkowania.
Fotele są wygodne, pozycja za kierownicą wysoka, co dodatkowo pomaga w miejskiej jeździe. Multimedia i cyfrowe wskaźniki są nowoczesne, ale nie przekombinowane. To wnętrze, które nie próbuje udawać premium, ale też nie sprawia wrażenia taniego.
No i elektryk
Frontera w wersji elektrycznej idealnie wpisuje się w charakter tego auta. Oferuje silnik elektryczny o mocy 113 KM (83 kW) i zasięg do 408 km (WLTP) przy baterii 54 kWh (Extended Range) lub ok. 305 km przy baterii 44 kWh. Średnie zużycie energii wynosi ok. 19 kWh/100 km.
To nie jest samochód, który zachęca do sportowej jazdy, tylko do spokojnego, płynnego przemieszczania się szczególnie po mieście. Napęd działa gładko, bez szarpnięć, a całość sprawia wrażenie dopracowanej i przewidywalnej.
Nie skupiałam się na cyferkach i zużyciu co do przecinka, bo w tym aucie chodzi o coś innego: komfort i łatwość użytkowania. A pod tym względem Frontera wypada bardzo dobrze. To samochód, który nie wymaga od kierowcy żadnego "uczenia się", po prostu wsiadasz i jedziesz.
Opel Frontera pozytywnie zaskoczył mnie tym, jak bardzo jest "miejski", mimo iż absolutnie nie wygląda na małe, typowo miejskie auto. Łatwość prowadzenia, dobra widoczność, systemy wsparcia i spokojny charakter napędu sprawiają, iż codzienna jazda po mieście nie męczy.
To propozycja dla kogoś, kto chce jedno, uniwersalne auto, bo jest wystarczająco duże, żeby nie rezygnować z przestrzeni i rodzinnej funkcjonalności, ale jednocześnie na tyle przyjazne, żeby nie bać się nim codziennych dojazdów, korków i parkowania pod blokiem.
Frontera nie próbuje być gadżetem ani futurystycznym eksperymentem. To po prostu solidny, nowoczesny SUV, który (ku zaskoczeniu) w miejskiej dżungli czuje się naprawdę dobrze. I właśnie za tę normalność można go polubić.

2 godzin temu












