Passat w dieslu jak marzenie każdego Polaka. W trasie nie zabolały mnie ceny paliwa

2 godzin temu
Mam wrażenie, iż o tym samochodzie napisano już wszystko i wystarczy jedno zdanie: Volkswagen Passat w dieslu. Napęd, którego skuteczności nie trzeba udowadniać na siłę. Można się tylko spierać, która generacja była najlepsza. Po długiej trasie mam dwa najważniejsze wnioski.


To nie był pierwszy lepszy Volkswagen Passat, tylko egzemplarz w wersji R-Line Plus wyposażony praktycznie pod korek. A to oznacza, iż i cena... nie była przypadkowa, ale zostawmy na chwilę koszty. Chciałbym wam pokazać, jak przez lata zmieniał się ten model i zrobię to w prosty sposób. Zostawię mój tekst z 2019 r., kiedy jeździłem Passatem B8 po liftingu.

Volkswagen Passat R-Line Plus 2.0 TDI


Wtedy to odświeżenie było głównie wizualną kosmetyką. Najnowszy Passat (B9) przeszedł transformację, bo choćby "król polskich szos" powinien iść z duchem czasu. I nie zawsze musi być z dieslem pod maską. W naTemat przeczytacie też o odmianie plug-in, która też może okazać się pewnym kompromisem w użytkowaniu.

To kultowe i rasowe kombi. Nieco ponad 4,9 m długości, prawie 1,9 m szerokości. Wysokość lekko przekracza 1,5 m, z kolei rozstaw osi wynosi dokładnie 2837 mm. W naszej odmianie miało dwukolorową wersję nadwozia – czerwony "Chilli" metalik oraz czarny "Grenadilla" metalik.

Kombi w takim zestawieniu wygląda wyjątkowo drapieżnie, więc jeżeli komuś bardzo zależy na wizualnym efekcie, pewnie warto dopłacić. W tym przypadku dodatkowo ponad 6 tys. zł.

Wnętrze Passata to w pewnym sensie klasyka gatunku. Ogromna przestrzeń dla pasażerów z przodu i z tyłu. Bagażnik ma pojemność aż 690 l, a po złożeniu oparć kanapy dostajemy 1920 l. To jest, proszę państwa, kandydat na długodystansowca, którym przejedziecie przez pół Europy bez bólu pleców i jeszcze zabierzecie sporo bagaży.

Deska rozdzielcza to design, do którego łatwo się przyzwyczaić, bo w zasadzie jest już dobrze znany. Ten sam sznyt zobaczycie, gdy wsiądziecie do nowego Volkswagena T-Roca. Albo Tiguana. I tak można wymieniać, bo najpopularniejsze modele VW łączy jedna stylistyczna linia.

Oczywiście wszystko zależy od wersji wyposażenia, ale już wiecie, iż to dopakowana propozycja. Mamy więc pakiet multimedialny z wyświetlaczem 15 cali i nawigacją Discover Pro Max. Do tego na przykład system audio Harman Kardon. Na kierownicę wróciły fizyczne przyciski zamiast haptycznych guzików. I bardzo dobrze!

Z jednej strony trudno przyczepić się do jakości wnętrza w nowym Passacie. Z drugiej usłyszałem parę opinii, iż to takie 9/10 w porównaniu do wersji B8. A do "pancernej" B5 nic nie będzie miało podjazdu i na tym kończyła się dyskusja z wiernymi fanami marki.

O gustach się nie dyskutuje, ale mogę tylko potwierdzić, iż w naszym egzemplarzu nowego VW spasowanie elementów wydawało się solidnie. Nic nie trzeszczało pod palcami ani w czasie jazdy. Ale rozumiem sentyment za bardziej... mięsistymi materiałami. Chociaż jeżeli podsufitka jest z Alcantary, to czy naprawdę trzeba narzekać?

W doposażonym Passacie można poczuć się bardzo premium. Nie przeszkadzały mi sportowe fotele specjalnie dla wersji R-Line, które były podgrzewane i wentylowane. Drążek zmiany biegów przy kierownicy – popularne, choć dla mnie mało wygodne rozwiązanie. Ale nie tylko w samochodach grupy VW, podobnie jest przecież w nowych Fordach czy Renault.

Obsługa systemu nie irytuje, bo kafelki są czytelne i intuicyjne. Zniknął też problem ze zrywaniem połączenia telefona poprzez Apple CarPlay, co parę razy niemiło zaskoczyło mnie w innym wersjach Passata.

Serce tego Passata to oczywiście wspomniany już diesel (2.0 TDI, 193 KM). Wszystko zależy od potrzeb, ale według mnie to co najmniej uniwersalna konfiguracja, jeżeli chodzi o osiągi. 7,6 s do 100 km/h w zupełności wystarczy. Mamy 400 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Prędkość maksymalna to 232 km/h. jeżeli myśleliście, iż ten "dieselek" jest śpiącym leniwcem, to nic z tych rzeczy. 7-stopniowa automatyczna skrzynia DSG też świetnie współpracuje z całym układem.

Passat w dieslu to zasięg choćby na 1100 km


Test Passata zrobiłem jeszcze w momencie, kiedy ceny paliw nie oszalały. Ale i tak nie odwiedziłem stacji, bo przejechałem w sumie jakieś 800 km, a przy zużyciu, które udało mi się wykręcić, zrobiłbym choćby 1100 km. Myślę, iż finalnie byłaby to już jazda w mocnym trybie "eko", ale da się.

Na zdjęciu poniżej komputer pokazuje średnie spalanie 6,2 l po trasie z Warszawy do Krakowa. To była przepisowa jazda w zwyczajnym stylu.

W mieście Volkswagen potrzebował nieco ponad 8 l/100 km. Ale już w trasie dało się zejść poniżej 6 l. W katalogu znajdziecie liczby bardzo podobne do tych, które pojawiły się podczas mojej przygody z Passatem. Nie jestem dyplomatą, więc nie będę owijał w bawełnę. Łezka się w oku kręci, gdy dostaję tak wydajne auto na długie "przeloty". Diesel ma dziś zły PR, ale pod pewnym względem jest bezkonkurencyjny.

Passat na drodze to maksymalnie przewidywalny "wehikuł". Warto w nim jednak docenić kilka gadżetów, które poprawiają komfort, na przykład reflektory IQ. Light LED Matrix z oddzielnymi światłami do jazdy dziennej LED i dynamicznym doświetlaniem zakrętów. Te lampy to naprawdę majstersztyk i powtarzam to za każdym razem, gdy jadę po zmroku lub w nocy.

Z systemów bezpieczeństwa irytował mnie tylko ten, który rozpoznaje znaki drogowe i jednocześnie pokazuje ograniczenie prędkości. Można się na tym... przejechać. Lepiej nie sugerować się, iż auto pokazuje ograniczenie do 90 km/h, bo w rzeczywistości to może być teren zabudowany i "pięćdziesiątka". Albo w drugą stronę – na ekspresówce, na pustej drodze, wyświetlało mi się 40 km/h.

Różnicę zrobiło też opcjonalne zawieszenie z adaptacyjną regulacją DCC Pro. To prawie 5 tys. zł dopłaty, ale moim zdaniem warto. Kierowca ma również możliwość indywidualnego ustawienia DCC od bardzo komfortowego do bardzo sportowego. Choć słowo "sport" to w tym przypadku jednak nadużycie.

Przejdźmy do ceny. Mówimy o szczycie oferty, dlatego jeżeli pominiemy promocję, taki Passat jest do kupienia od 259 890 zł. Niższe opcje wyposażenia to rzecz jasna też mniejszy kosz. Do wyboru są ponadto opcje o mocy 122 i 150 KM, gdzie poruszamy się w granicach około 200 tys. zł za podstawę.

Ale u nas to jeszcze nie koniec. Testowy VW Passat kosztował dokładnie 304 150 zł, ponieważ wyposażenie dodatkowe było warte w sumie ponad 50 tys. zł. Pęka tu psychologiczna granica 300 tys. zł, która dla wielu będzie nie do zaakceptowania.

Dwa wnioski po teście tego Passata? Z dieslem pod maską to wciąż fantastyczny połykacz kilometrów. Im dłuższa trasa, tym lepiej. jeżeli chcecie żyć z nim częściej w mieście, warto zastanowić się nad hybrydą ładowaną z kabla. Tu jednak uwaga – dożyliśmy czasów, w których ceny hybryd plug-in w zasadzie równają się z dieslami.

I druga sprawa – jakość. Nie podpisuję się pod narzekaniem, iż Passat coś stracił, iż to już nie to samo. Passat się zmienił, jest naszpikowany nową technologią, bo musi być konkurencyjny. Nie ma sensu się na to obrażać, bo jeżeli szukacie klasycznego kombi, to prawdopodobnie i tak rozważycie Passata. Może tańszą wersję, ale na niego zerkniecie. Tak samo, jak na bliźniaczą Skodę Superb.

Więcej relacji zza kierownicy innych ciekawych aut znajdziesz na moich profilach Szerokim Łukiem na Facebooku oraz Instagramie.

Idź do oryginalnego materiału