Ostateczny kaprys miliardera. Zapłacił fortunę, by Ferrari uszyło mu nowe nadwozie na seryjne SF90 [galeria]

1 godzina temu

Kiedy masz na koncie miliardy, a limitowane edycje supersamochodów przestają robić na tobie wrażenie, dzwonisz do działu Special Projects w Maranello. I zamawiasz jedną, wyjątkową sztukę. Tak powstało Ferrari CZ26.

Pewien amerykański klient udowodnił właśnie, na czym polega absolutny, motoryzacyjny szpan. Zamówił unikalne, budowane przez dwa lata Ferrari CZ26. Z zewnątrz to oszałamiające dzieło sztuki. Pod spodem – dobrze znana, seryjna hybryda z wtyczką.

Dwa lata czekania na karoserię idealną

Projekt oznaczony kodem CZ26 to tak zwany model One-Off – samochód, który powstał w dokładnie jednym egzemplarzu na kuli ziemskiej. Zamiast przebierać w standardowym konfiguratorze, klient z USA usiadł do stołu z głównym projektantem Ferrari, Flavio Manzonim. Razem wyrzucili do kosza całą zewnętrzną warstwę modelu SF90 Stradale i narysowali auto od nowa.

Z oficjalnego komunikatu prasowego wylewa się poezja o „dwubryłowej architekturze” i „czystości formy”, ale fakty są takie: samochód wygląda po prostu interesująco i – nie wiem, czy tylko ja mam takie wrażenie – ale kojarzy mi się trochę z Ferrari Luce.

Duch Apple Car żyje w Maranello? Ferrari Luce ma 1050 KM – narysował go Jony Ive [galeria]

Z przodu niemal całkowicie ukryto moduły reflektorów w pełnej szerokości grillu. Srebrny lakier Argento Veloce przełamano wyścigowymi, czerwonymi akcentami. Zamiast tradycyjnej skóry, we wnętrzu wylądowała czarna tkanina techniczna i wstawki w fotelach wydrukowane w 3D. Całość ma subtelnie nawiązywać do surowego, włoskiego wzornictwa przemysłowego z lat 70.

Zmienili podłogę i chłodzenie, ale silnika nie tknęli

Trzeba inżynierom z Maranello oddać jedno – nie ograniczyli się do powierzchownego liftingu zderzaków. Ferrari przeprojektowało cały układ chłodzenia, zmieniło orientację chłodnic i dołożyło nowy system kanałów obejściowych. Z przodu pojawiły się tzw. kurtyny powietrzne redukujące opór kół, a tył zdominował potężny dyfuzor i na nowo ukształtowana pokrywa silnika. Zmodyfikowano choćby podłogę, by zoptymalizować docisk aerodynamiczny tej zmontowanej od podstaw karoserii.

Jeśli jednak myślicie, iż za gigantycznym (nieujawnionym) rachunkiem poszły ekstremalne modyfikacje mechaniczne – jesteście w błędzie. Pod tą zjawiskową, karbonową rzeźbą bije dokładnie to samo serce, co w seryjnym Ferrari SF90 Stradale z 2019 roku.

To hybrydowy układ napędowy typu plug-in (PHEV), w którym podwójnie doładowane, 4-litrowe V8 współpracuje z trzema silnikami elektrycznymi. Całość generuje równe 1000 KM i 804 Nm momentu obrotowego. Osiągi? Identyczne z bazowym modelem. Sprint od 0 do 100 km/h zajmuje 2,5 sekundy, a prędkość maksymalna to 328 km/h. Nie zmieniła się też bateria – ma zaledwie 7,9 kWh pojemności i pozwala na przejechanie około 25 kilometrów na samym prądzie.

Triumf ekskluzywności nad inżynierią

Ferrari CZ26 to doskonały dowód na to, jak funkcjonuje najwyższy szczebel rynku dóbr luksusowych. Właściciel tego auta nie zapłacił za to, by być szybszym na torze od swoich kolegów w seryjnych SF90 Stradale. Nie interesowało go „urywanie” dziesiątych części sekundy.

Zapłacił za czas dyrektora designu, za wielomiesięczny proces rzeźbienia nadwozia i pracę inżynierów, która gwarantuje, iż auto nie wyleci z pierwszego lepszego zakrętu. Zapłacił też za bezcenną świadomość, iż nikt inny na świecie, niezależnie od grubości portfela, nie postawi w garażu drugiego takiego samego samochodu. To ostateczny kaprys, w którym mechanika schodzi na drugi plan, ustępując miejsca niepowtarzalności. Na żywo tego auta raczej nie zobaczymy, ale mam dla was galerię:

Jeśli artykuł Ostateczny kaprys miliardera. Zapłacił fortunę, by Ferrari uszyło mu nowe nadwozie na seryjne SF90 [galeria] nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału