Jeszcze kilka lat temu Inter Europol Competition był ambitnym polskim zespołem próbującym znaleźć swoje miejsce w świecie wyścigów długodystansowych. Dziś jest marką rozpoznawalną na całym świecie, zwycięzcą 24-godzinnego wyścigu Le Mans, mistrzem najważniejszych serii endurance i organizacją, do której chcą dołączać kierowcy z doświadczeniem w Formule 1.

Za tym sukcesem nie stoi jednak jeden przełomowy moment, ale lata konsekwentnego budowania profesjonalnej struktury, inwestowania w ludzi i odważnych decyzji biznesowych. O tym, jak Inter Europol Competition przeszedł drogę od rodzinnego projektu do światowej czołówki wyścigów prototypów, opowiada dyrektor operacyjny zespołu Aleksander Jeżewski.
Fot. Fabrizio Boldoni / DPPIOd rodzinnego projektu do profesjonalnego zespołu
Historia Inter Europol Competition nie przypomina błyskawicznego sukcesu, który zaskakuje cały padok. Wręcz przeciwnie – rozwój następował etapami, a każdy kolejny sezon przynosił nowe doświadczenia i nowe wyzwania.
Jak wspomina Aleksander Jeżewski, na początku działalność miała znacznie bardziej kameralny charakter.
„Na początku zespół był bardzo mały, składał się z zaledwie kilku osób. Mieliśmy dwie Formuły Renault 2.0, którymi startowaliśmy w Northern European Cup. Wtedy Wojciech Śmiechowski zarządzał zespołem osobiście. No i tak to krok po kroku, rok po roku było coraz więcej. Inne wyzwania się zaczęły też przed nami otwierać”.
W tamtym okresie motorsport nie był jeszcze wielomilionowym przedsięwzięciem prowadzonym na kilku kontynentach. Zespół funkcjonował w znacznie mniejszej skali, a wiele działań miało charakter pasji rozwijanej przez ludzi zakochanych w wyścigach.

Przełom nastąpił w 2016 roku, gdy Inter Europol Competition dołączył do Europejskiej Serii Le Mans. Właśnie wtedy rozpoczął się proces, który całkowicie zmienił sposób funkcjonowania organizacji.
„W 2016 wystartowaliśmy w ELMS, gdzie jesteśmy do dzisiaj. Tylko iż od tamtego momentu to już przestało być tylko hobby. Wtedy już się zaczęły bardziej poważne sprawy, też poważny biznes i trzeba było wejść na profesjonalny poziom”.
To zdanie dobrze oddaje filozofię, która od tamtej pory przyświecała zespołowi. W świecie wyścigów długodystansowych nie wystarczy dysponować szybkim samochodem czy utalentowanymi kierowcami. O sukcesie decyduje cała organizacja – od logistyki, przez przygotowanie techniczne, aż po zarządzanie personelem i współpracę z partnerami.

Polska baza zamiast Niemiec
Jedną z najważniejszych decyzji w historii Inter Europol Competition było przeniesienie działalności operacyjnej z Niemiec do Polski.
Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, iż to jedynie zmiana lokalizacji warsztatu. W rzeczywistości był to moment, który pozwolił stworzyć nowoczesne centrum operacyjne i zbudować struktury odpowiadające ambicjom zespołu.
„Kiedy skala zaczęła być większa, zdecydowaliśmy się na przeniesienie całych operacji do Polski i od tego momentu tak naprawdę poziom profesjonalizmu, który zaczęliśmy osiągać, prezentujemy do dzisiaj”.
To właśnie wtedy rozpoczęła się budowa organizacji przypominającej najlepsze zespoły fabryczne. Nie chodziło wyłącznie o nowe budynki czy sprzęt. najważniejsze było stworzenie odpowiednich procedur, sposobu zarządzania i zaplecza pozwalającego jednocześnie obsługiwać kilka programów wyścigowych.
Jasny podział ról
Choć Inter Europol Competition rozrósł się do organizacji zatrudniającej dziesiątki specjalistów, model zarządzania pozostał bardzo przejrzysty.
Najważniejsze decyzje należą do Kuby Śmiechowskiego, który przejął zarządzanie zespołem po ojcu i łączy swoje obowiązki z rolą kierowcy.
„Całe zarządzanie parę lat temu zostało przeniesione tylko na Kubę i on jest tak naprawdę numerem jeden. Ma oczywiście do pomocy Saschę Fassbender, czyli dyrektora sportowego i mnie jako dyrektora operacyjnego”.
Jednocześnie Jeżewski podkreśla, iż choć kierownictwo wspólnie analizuje wszystkie możliwości, ostateczny kierunek rozwoju wyznacza właśnie Śmiechowski.
„My możemy podpowiedzieć nasze zdanie, ale on wyznacza drogę, którą potem cały zespół podąża”.
Fot. Fabrizio Boldoni / DPPITaki model pozwala uniknąć chaosu decyzyjnego, który często pojawia się w dużych organizacjach. Każdy zna swoje obowiązki, ale odpowiedzialność za strategiczne decyzje pozostaje w jednym miejscu.
Motorsport nie zna granic
Rozbudowa zespołu oznaczała również konieczność stworzenia międzynarodowej struktury pracowników. Dziś dla mechaników, inżynierów czy członków obsługi nie ma większego znaczenia, czy przygotowują samochód w Polsce, pracują podczas wyścigu we Włoszech czy lecą na kolejną rundę do Ameryki Północnej.
Jak tłumaczy Jeżewski, właśnie tak wygląda współczesny motorsport.
„W świecie motorsportu to nie ma większego znaczenia, gdzie się odbywają te różnego rodzaju projekty, ponieważ jest to bardzo międzynarodowe przedsięwzięcie”.
Pracownicy zatrudnieni na pełen etat są delegowani tam, gdzie aktualnie potrzebuje ich zespół. Z kolei osoby współpracujące przy konkretnych wydarzeniach doskonale wiedzą, iż ich miejscem pracy jednego tygodnia może być warsztat w Polsce, a kolejnego padok we Włoszech, Kanadzie czy Stanach Zjednoczonych.
Takie funkcjonowanie wymaga nie tylko doskonałej logistyki, ale również zaufania i odpowiednio zorganizowanej struktury. To właśnie dzięki temu Inter Europol Competition jest dziś w stanie jednocześnie realizować programy na różnych kontynentach, zachowując identyczne standardy pracy niezależnie od miejsca rozgrywania zawodów.
Fot. Fabrizio Boldoni / DPPIPodbój Ameryki był zaplanowany
Po ugruntowaniu pozycji w Europie kolejnym naturalnym krokiem była ekspansja na rynek amerykański. Program w IMSA nie powstał jednak spontanicznie. Jak podkreśla Jeżewski, był efektem długofalowego planowania.
„USA to był cały proces, który był zaplanowany wcześniej. Dokładnie tego chcieliśmy i tego oczekiwaliśmy”.
Inter Europol Competition rozpoczął działalność za oceanem w 2024 roku we współpracy z doświadczonym lokalnym zespołem. Nie oznaczało to jednak oddania kontroli nad projektem.

„Korzystaliśmy z ich całego wyposażenia, z ich doświadczenia, z ich mechaników, ale skład kierowców był wybrany tylko i wyłącznie przez nas. Całe ustawienia samochodu były robione przez nas, bez ich pomocy, ponieważ wiedzieliśmy, jak chcemy prowadzić samochód”.
Dzięki temu polska ekipa mogła jednocześnie korzystać z lokalnego doświadczenia i zachować własną filozofię pracy nad samochodem.
Największym wyzwaniem okazały się różnice pomiędzy europejskim i amerykańskim stylem ścigania.
„Zasady, które są w USA, a zasady, które są w Europie czy w Azji, są zawsze troszeczkę inne. Akurat te w Ameryce dużo się różnią. Cała strategia wyścigowa jest zupełnie inna, prowadzenie wyścigu jest zupełnie inne”.
Pierwszy sezon był więc przede wszystkim okresem nauki.
„To był taki proces, rok na przetarcie, zobaczyć co się dzieje, zobaczyć jak to się robi, z czym to się je”.
Efekty przyszły błyskawicznie.
„Ponieważ mieliśmy dobry zespół, to od razu udało nam się zdobyć też mistrzostwo w klasie LMP2. Od kolejnego sezonu zaczęliśmy robić już wszystko na swoim”.
Dzisiaj Inter Europol Competition posiada dwie bazy operacyjne w Stanach Zjednoczonych – na Florydzie i w Indianapolis – a europejski oraz amerykański program funkcjonują równolegle.
Fot. Julien Delfosse / DPPIZa sukcesami stoi logistyka
Kibice najczęściej widzą jedynie samochody walczące na torze. Tymczasem ogromna część pracy odbywa się poza nim.
W Europie zespół przemieszcza się flotą siedmiu lub ośmiu samochodów ciężarowych. W Stanach Zjednoczonych wykorzystuje kolejne zestawy transportowe oraz dwie bazy logistyczne. To jednak dopiero początek.
Każdy element samochodu jest szczegółowo ewidencjonowany.
„Każda część, choćby każdy kabel, każda mata wygłuszająca, każda część karbonowa, lotka ma swoją żywotność, jest wpisana w system, który mamy i te części tak naprawdę co chwila rotują i się zmieniają”.

Oznacza to, iż samochód, który kibice oglądają podczas wyścigu, nie jest niezmienną konstrukcją. Poszczególne elementy są stale wymieniane zgodnie z harmonogramem eksploatacji.
„Nawet podczas jednych zawodów samochód, który jeździ w testach, będzie miał założone inne części niż potem podczas wyścigu”.
Tak wygląda codzienność zespołu walczącego o najwyższe cele. Każdy detal może mieć wpływ na wynik 24-godzinnego wyścigu.
Sukces przyciąga najlepszych
Wygrane i mistrzowskie tytuły zmieniły sposób postrzegania Inter Europol Competition przez całe środowisko endurance.
Jeszcze kilka lat temu polski zespół musiał przekonywać kierowców do swojego projektu. Dziś sytuacja wygląda odwrotnie.
„Klienci się do nas dobijają, szczególnie po sukcesach w tym roku w Le Mans”.
Fot. Andrea Lorenzina / DPPIJak zdradza Jeżewski, zainteresowanie pochodzi z najwyższej półki światowego motorsportu.
„Mamy bardzo dużo chętnych, klasowych kierowców z Formuły 1, którzy chcą dołączyć do zespołu i wiedzą, iż jest to dla nich szansa na sukces i dopisanie sobie do CV dużych osiągnięć, takich jak Daytona czy 24h Le Mans”.
To pokazuje, jak bardzo zmieniła się pozycja Inter Europol Competition. Dziś to nie tylko uczestnik najważniejszych wyścigów świata, ale jeden z zespołów, który realnie zwiększa szanse na zwycięstwo.
Fot. Fabrizio Boldoni / DPPIŚwiatowy poziom to nie tylko wyniki
Nowoczesny motorsport nie kończy się na garażu i samochodzie. Równie ważne jest zaplecze dla partnerów biznesowych i sponsorów.
„Przy tej skali serwis dla gości i sponsorów też musimy mieć na najwyższym poziomie, bo takie są oczekiwania”.
Jeżewski zwraca uwagę, jak bardzo w ostatnich latach zmieniły się standardy w padoku.
„Jeszcze pięć-sześć lat temu zespół, który miał ładną ciężarówkę i namiot dla gości, był już topowo wyposażony. Dzisiaj, o ile masz namiot dla gości, to tak naprawdę to już jest przeżytek”.
Największe ekipy budują wielopoziomowe konstrukcje hospitality przypominające mobilne centra konferencyjne. To właśnie tam realizowane są spotkania z partnerami, sponsorami i gośćmi.
Mimo tego Inter Europol Competition nie zapomina o swoich priorytetach.
„U nas dalej numer jeden to są osiągnięcia sportowe”.
Fot. Julien Delfosse / DPPIKolejny rozdział już się zaczyna
Choć zespół znajduje się w tej chwili na szczycie klasy LMP2, przed nim kolejne wyzwanie. Nadchodzi nowa generacja prototypów, która ponownie przetasuje układ sił.
Inter Europol Competition już analizuje dostępne możliwości i rozmawia z producentami.
„To jest nowe rozdanie dla wszystkich. Są gracze, którzy chcą utrzymać swoją pozycję, są też inni, którzy chcą wrócić i pokazać, iż znowu będą się liczyć”.
Co ciekawe, zespół otrzymuje również propozycje współpracy od producentów startujących lub dopiero rozważających starty w najwyższej kategorii.
Fot. Charly López / DPPI„Jesteśmy też kuszeni przez propozycje z fabrycznych zespołów hipersamochodów”.
Najważniejsze pozostaje jednak zachowanie długoterminowej stabilności.
„Szukamy dobrego, przede wszystkim biznesowego podejścia. Takiego, który pozwoli nam walczyć, a jednocześnie będzie bardzo rozsądnym rozwiązaniem finansowym”.
To zdanie dobrze podsumowuje filozofię Inter Europol Competition. Sukces zespołu nie jest efektem jednego spektakularnego sezonu czy pojedynczego zwycięstwa. To rezultat wielu lat konsekwentnego budowania organizacji, która potrafi wygrywać zarówno na torze, jak i poza nim.
Dziś Inter Europol Competition jest jednym z najlepszych zespołów świata w klasie LMP2. Patrząc jednak na tempo rozwoju oraz kolejne ambitne projekty, można odnieść wrażenie, iż dla polskiej ekipy obecna pozycja nie jest celem samym w sobie, ale kolejnym etapem w drodze do jeszcze większych sukcesów.
Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata motorsportu, obserwuj serwis RALLY and RACE w Wiadomościach Google.














