
Nowy pociąg szykowany dla PKP Intercity nie jest wyjątkowy dlatego, iż będzie to pierwsza hybryda przewoźnika – pojazd jest ważny, bo czekają na niego w wielu polskich miastach.
W fabryce Newag w Nowym Sączu S. pokazano produkcję pierwszego hybrydowego zespołu trakcyjnego (HZT), produkowanego dla PKP Intercity. Na dostawę składu jeszcze trochę przyjdzie poczekać. Według zapowiedzi pierwszy pojazd trafi do przewoźnika na początku 2027 r., a wszystkie zostaną przekazane przez producenta do końca drugiego kwartału 2029 roku.
Maszyna jest ważna nie tylko dlatego, iż to nowe pociągi mające zasilić flotę polskiego przewoźnika – a im więcej, tym lepiej – albo iż to hybryda, której PKP Intercity jeszcze nie miało. To oczywiście też się liczy, ale istotne jest to, gdzie nowy skład ma jeździć.
PKP Intercity wyjaśnia, iż HZT to zespoły trakcyjne łączące napęd elektryczny i spalinowy, dzięki czemu mogą poruszać się zarówno po liniach zelektryfikowanych, jak i pozbawionych sieci trakcyjnej. Tam, gdzie dziś konieczna jest zmiana lokomotywy, w przyszłości nowy pociąg znacząco skróci czas podróży. Pojazdy zostały zaprojektowane do eksploatacji z prędkością do 160 km/h na liniach zelektryfikowanych oraz do 120 km/h na liniach pozbawionych sieci trakcyjnej.
Na jednym tankowaniu pociąg przejedzie aż 920 km.
Przewoźnik zaznacza, iż wprowadzenie taboru dwunapędowego znacząco zwiększy dostępność kolei dalekobieżnej w wielu regionach kraju w perspektywie kolejnych lat. Chociaż na tory maszyna wyjedzie dopiero za rok, to już znamy plany i szacunki. Mieszkańcy ok. 70 miejscowości zyskają dwa razy więcej połączeń wzrośnie niż obecnie.

Poprawa oferty przewozowej obejmie łącznie ok. 3,5 mln mieszkańców – deklaruje PKP Intercity
Nowe pociągi umożliwią również powrót połączeń dalekobieżnych do 14 miejscowości, w części przypadków po przerwie sięgającej choćby 40 lat, jak zaznacza PKP Intercity.
Działania te wpisują się w długofalową strategię PKP Intercity, której celem jest ograniczanie wykluczenia komunikacyjnego oraz zapewnianie mieszkańcom mniejszych i średnich miejscowości lepszego dostępu do rynku pracy, edukacji i opieki zdrowotnej – podkreślono.
Przewoźnik zapowiada, iż nowe hybrydowe zespoły trakcyjne pojawią się na trasach m.in. do Hajnówki, Zamościa, Hrubieszowa, Mielca, Zagórza, Krosna, Jasła, Nysy, Jeleniej Góry, Gorzowa Wielkopolskiego oraz Chojnic. Połączenia dalekobieżne docelowo mają obsłużyć także Ostrołękę oraz Łomżę. Wybrane trasy mają zapewnić codziennie co najmniej cztery pary pociągów do końca czerwca 2029 r.
Hybrydowe zespoły trakcyjne pozwolą także na skrócenie czasów przejazdu w kluczowych relacjach, m.in.: z Łomży do Warszawy do około 1,5-2 godzin, z Ostrołęki do Gdańska do około 3 godzin i 50 minut, z Gdańska do Płocka do około 3 godzin i 50 minut, z Zamościa do Krakowa do 3 godzin i 56 minut, z Warszawy do Hrubieszowa do około 4 godzin i 10 minut, z Gorzowa Wielkopolskiego do Gdańska do około 4 godzin i 5 minut oraz z Krosna do Krakowa do około 2 godzin i 50 minut.
To jest rewolucja
Bardzo cieszą mnie wieści o planach rządu, by pociągiem dało się dojechać gwałtownie i wygodnie nie tylko do Berlina, ale choćby i Paryża. Dobrze, iż kolej staje się alternatywą dla samolotów, ale prawdziwa rewolucja rozgrywa się na takich małych trasach. Dworcach, przez które pociągi jedynie przemykały, o ile w ogóle – bo przecież wiele linii likwidowano.
Sam wiem, jak wiele to zmienia. Rok temu uruchomione zostały dwa pociągi, którymi mogłem dojechać w rodzinne strony. To już była przełomowa zmiana. A w grudniu 2025 r. doszedł trzeci. przez cały czas nie jest idealnie, bo chciałoby się mieć kilka pociągów do wyboru, ale i tak ułatwia mi to dojazdy.
Co więcej, jeżdżąc w miarę regularnie obserwuję na żywo, jak rozwija się połączenie. Na początku mało kto jeździł o tej porze co ja, byłem jednym z niewielu pasażerów. Teraz frekwencja rośnie. Owszem, dysponuję jedynie anegdotycznymi przykładami, bo nie podróżuję codziennie, ale z miesiąca na miesąc widać zmianę. Najpierw ludzie dowiadują się, iż pociągi wracają, potem decydują się przejechać i nagle widzą, iż wreszcie jest alternatywa dla samochodu. Oby tak dalej.
Renesans kolei często przedstawiany jest dzięki wielkich liczb. One rzeczywiście robią wrażenie i jest się czym chwalić. W 2025 r. pociągami w Polsce podróżowało ponad 438,97 mln pasażerów, aż o 31,4 mln więcej niż w 2024 r. Statystyka statystyką, bo tych 100, 200 czy 300 nowych pasażerów nie widać, to kropla w morzu. Ale na liniach, gdzie wcześniej pociągów nie było albo był marnym wyborem, to naprawdę prawdziwa zmiana i szansa na inne funkcjonowanie.
Dobrze, iż PKP Intercity nie zwalnia tempa i nie zapomina o małych miejscowościach.












