
Ludzkość wraca w okolice Księżyca, a NASA ujawniła właśnie, jak dokładnie będzie wyglądać każdy z dziesięciu dni historycznej misji Artemis 2. Przed wami pełen wyzwań i kosmicznych rekordów, rozpisany krok po kroku harmonogram lotu, który po ponad pół wieku ponownie przetrze nam szlak na Srebrny Glob.
Zaledwie osiem minut po starcie potężnej rakiety SLS, czworo astronautów znajdzie się w przestrzeni kosmicznej, rozpoczynając pierwszą od ponad pół wieku załogową wyprawę w kierunku Srebrnego Globu. Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch oraz reprezentujący Kanadyjską Agencję Kosmiczną Jeremy Hansen mają przed sobą niezwykle intensywne 10 dni.
NASA ujawniła właśnie szczegółowy harmonogram tej historycznej misji. To nie będzie zwykła wycieczka turystyczna, ale rygorystyczny sprawdzian technologii, ludzkiej wytrzymałości i procedur ratunkowych przed stałym powrotem ludzkości na Księżyc.
Dzień 1
Moment, w którym potężna rakieta SLS zamilknie, będzie zaledwie początkiem prawdziwej akcji pierwszego dnia misji Artemis 2. Zaledwie kilkanaście minut po starcie, statek Orion wraz z tymczasowym członem napędowym ICPS (Interim Cryogenic Propulsion Stage) odłączą się od reszty rakiety nośnej.
To właśnie ICPS wykona lwią część początkowej pracy, około 49 minut po oderwaniu się od platformy startowej jego silniki odpalą, aby podnieść perygeum (czyli najniższy punkt orbity) na bezpieczną wysokość ponad 160 km nad Ziemią. Godzinę później nastąpi kolejny zapłon, wybijający Oriona na bardzo wysoką orbitę okołoziemską.
Mając przed sobą 23 godziny lotu w relatywnie bliskim sąsiedztwie naszej planety, czteroosobowa załoga wreszcie odepnie pasy. Astronauci zrzucą ciężkie, pomarańczowe skafandry startowe, przebiorą się w zwykłe ubrania i zaczną przekształcać ciasną kapsułę w swój dom i miejsce pracy dla czterech unoszących się w mikrograwitacji osób na najbliższe dziesięć dni. W ruch pójdą od razu najważniejsze testy systemów podtrzymywania życia: dystrybutora wody pitnej (niezbędnej do nawadniania liofilizowanego jedzenia), toalety oraz instalacji usuwającej dwutlenek węgla z powietrza.
Zaledwie trzy godziny po opuszczeniu wyrzutni, NASA zafunduje Orionowi pierwszy poważny sprawdzian adekwatności lotnych. W przyszłych, o wiele bardziej zaawansowanych misjach księżycowych, statki tego typu będą musiały precyzyjnie dokować do lądowników. Aby upewnić się, iż maszyna reaguje bezbłędnie na polecenia i manewruje się nią w pełni bezpiecznie, załoga wykorzysta odrzucony człon ICPS jako wirtualny cel.
Po ostatecznym oddzieleniu się od Oriona, astronauci przejmą stery i wykonają serię skomplikowanych operacji zbliżeniowych, podlatując do pustego zbiornika i manewrując wokół niego w pustce kosmosu. Gdy ten widowiskowy sprawdzian technologii dobiegnie końca, ICPS włączy silniki po raz ostatni, kierując się na samobójczy kurs deorbitacyjny ku wodom Oceanu Spokojnego, podczas gdy Orion będzie niewzruszenie kontynuował swoją podróż.
Praca w kosmosie wymaga absolutnej dyscypliny, a harmonogram pierwszego dnia lotu nie wybacza słabości. Po około ośmiu i pół godzinach niezwykle intensywnych działań, astronauci udadzą się na zasłużony, choć zaledwie czterogodzinny sen. Ta krótka drzemka pozwoli im zregenerować siły przed krytycznym etapem podróży.
Środek kosmicznej nocy zostanie przerwany brutalną pobudką, po której nastąpi odpalenie silników. Manewr ten musi precyzyjnie skorygować geometrię orbity statku przed planowanym na drugi dzień misji, potężnym pchnięciem w stronę Księżyca (czyli manewrem TLI – Translunar Injection).
Będąc w najdalszym punkcie swojej pętli wokół Ziemi, załoga wykorzysta unikalną pozycję na przetestowanie awaryjnych systemów komunikacji za pośrednictwem potężnych anten sieci Deep Space Network. Dopiero gdy inżynierowie z Houston potwierdzą, iż sygnał jest krystalicznie czysty, a geometria orbity idealna, astronauci będą mogli wrócić do śpiworów na kolejne cztery i pół godziny, zamykając tym samym pierwszy, najbardziej stresujący dzień historycznej wyprawy.
Dzień 2
Zanim załoga Artemis 2 na dobre pożegna się z naszą planetą, drugi dzień misji rozpocznie się od iście ziemskich obowiązków, choć realizowanych w ekstremalnych warunkach mikrograwitacji. Dowódca Reid Wiseman oraz pilot Victor Glover jako pierwsi rozłożą i przetestują innowacyjne urządzenie do ćwiczeń oparte na kole zamachowym.
Ten poranny trening to jednak coś więcej niż tylko dbałość o tężyznę fizyczną załogi. To kolejny, rygorystyczny sprawdzian systemów podtrzymywania życia Oriona przed ostatecznym opuszczeniem orbity okołoziemskiej.
Każdy astronauta poświęci 30 minut dziennie na ćwiczenia, minimalizując utratę masy mięśniowej i kostnej, która występuje bez grawitacji. Orion jest wyposażony w koło zamachowe, niewielkie urządzenie zamontowane bezpośrednio pod bocznym włazem, służącym do wchodzenia i wychodzenia z Oriona, które będzie wygodnie wykorzystywane jako stopień, gdy załoga wejdzie do środka w dniu startu.
Koło zamachowe to proste urządzenie oparte na linach, przeznaczone do ćwiczeń aerobowych, takich jak wiosłowanie, oraz treningów oporowych, takich jak przysiady i martwy ciąg. Działa jak jo-jo, dając astronautom obciążenie maksymalnie do 180 kg.
Inżynierowie z NASA będą bacznie analizować, jak aparatura radzi sobie ze zwiększonym poborem tlenu i nagłą produkcją dwutlenku węgla przez ćwiczących astronautów. Christina Koch oraz Jeremy Hansen swoją porcję treningu wykonają dopiero w drugiej połowie dnia, co pozwoli na równomierne obciążenie systemów statku.
Podczas gdy część załogi będzie wylewać siódme poty, Christina Koch skupi się na przygotowaniach do najważniejszego wydarzenia tego dnia. Mowa o manewrze TLI (Translunar Injection), potężnym, ostatnim tak długim odpaleniu silników, które wyrwie Oriona z objęć ziemskiej grawitacji i pośle prosto na spotkanie ze Srebrnym Globem.
Główny silnik manewrowy, będący sercem Europejskiego Modułu Serwisowego, wygeneruje ciąg rzędu niemal 2700 kg. Gdyby tę kosmiczną technologię zamontować w sportowym samochodzie, katapultowałaby go do setki w oszałamiające 2,7 sekundy.
Statek wykorzysta tu trajektorię swobodnego powrotu. Oznacza to, iż to jedno, chirurgicznie precyzyjne pchnięcie nie tylko wyśle załogę na obieg wokół ciemnej strony Księżyca, ale automatycznie ustawi ich na bezkolizyjnym kursie powrotnym, gwarantującym bezpieczne wodowanie dziesiątego dnia lotu, choćby w przypadku awarii głównych systemów.
Gdy pożężny silnik wreszcie zamilknie, a Orion wejdzie na autostradę prowadzącą ku Księżycowi, napięcie na pokładzie wyraźnie opadnie. Reszta drugiego dnia zapowiada się dla załogi znacznie spokojniej, dając im bezcenny czas na fizjologiczną adaptację do surowego środowiska i wszechobecnej nieważkości.
To właśnie wtedy astronauci połączą się z Ziemią dzięki łącza wideo, realizując pierwszą z wielu zaplanowanych na tę misję transmisji na żywo. Od tego momentu entuzjaści eksploracji kosmosu mogą spodziewać się choćby dwóch takich interaktywnych połączeń dziennie. Wyjątkiem będzie jedynie siódmy dzień lotu, przeznaczony na całkowity odpoczynek załogi, oraz pełen nerwów i skupienia dzień wielkiego powrotu na Ziemię.
Dzień 3
Trzeci dzień misji Artemis 2 to czas na astronomiczną wręcz precyzję. Kiedy statek mknie przez kosmiczną pustkę w kierunku Srebrnego Globu, choćby ułamek stopnia odchylenia od wyznaczonej trasy może oznaczać ominięcie celu. Właśnie dlatego załoga przeprowadzi pierwsze z trzech mniejszych odpaleń silników, korektę trajektorii lotu. Jeremy Hansen poświęci całe przedpołudnie na skrupulatne przygotowania systemów pokładowych do tego newralgicznego manewru. Ten krótki, precyzyjny impuls zagwarantuje inżynierom na Ziemi, iż statek Orion twardo trzyma się autostrady prowadzącej wokół Księżyca.
Po udanym skorygowaniu kursu napięcie nie opadnie, a załoga płynnie przejdzie do testowania procedur, których nikt nie chciałby musieć używać w praktyce. Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen zamienią ciasną kabinę w prowizoryczny oddział ratunkowy, przeprowadzając niezwykle istotną demonstrację resuscytacji krążeniowo-oddechowej w warunkach nieważkości.
Masaż serca w kosmosie to potężne wyzwanie logistyczne, wymagające zaparcia się o ściany statku, by siła ucisku nie odepchnęła ratownika od poszkodowanego. W tym samym czasie dowódca Reid Wiseman wraz z Gloverem wezmą pod lupę zaawansowaną apteczkę medyczną Oriona, sprawdzając, jak w głębokim kosmosie zachowują się tak prozaiczne przyrządy, jak termometry, ciśnieniomierze, stetoskopy, a choćby otoskopy.
Popołudnie trzeciego dnia lotu upłynie pod znakiem wielkich przygotowań i komunikacji na ogromne dystanse. Christina Koch przetestuje najważniejszy system awaryjnej łączności, wykorzystując do tego celu potężną sieć Deep Space Network, system gigantycznych, rozsianych po całym świecie anten, które stanowią jedyne okno na świat dla statków w głębokim kosmosie.
Gdy testy połączeń zostaną pomyślnie zakończone, cała czwórka astronautów zbierze się na wspólną próbę generalną. W ciasnej przestrzeni kapsuły przećwiczą skomplikowaną choreografię naukową, która czeka ich szóstego dnia, podczas największego zbliżenia do księżycowych kraterów. Każdy ruch przy aparatach fotograficznych i oknach obserwacyjnych musi być zgrany co do sekundy, aby załoga w pełni wykorzystała te ulatujące chwile na zebranie bezcennych danych z niewidocznej strony Księżyca.
Dzień 4
Czwarty dzień epickiej podróży statku Orion upłynie pod znakiem intensywnej nauki oraz kolejnych szlifów nawigacyjnych. Inżynierowie z NASA zaplanowali na ten moment drugie odpalenie silników korygujące trajektorię lotu, które jeszcze bardziej zacieśni ścieżkę prowadzącą załogę prosto w objęcia Księżyca.
W tym samym czasie, gdy komputery będą przeliczać ułamki stopni i sekundy zapłonu, astronauci zamienią się w pilnych studentów. Każdy z członków załogi ma przydzieloną równe 60 minut na intensywne studiowanie księżycowej geografii.
Ponieważ warunki oświetleniowe i dokładne cele obserwacyjne będą ściśle zależeć od ostatecznego dnia i godziny startu rakiety z Ziemi, ten czas to niezbędne korepetycje. Astronautom zależy na tym, aby perfekcyjnie orientować się w terenie, gdy dwa dni później znajdą się w bezpośrednim sąsiedztwie kraterów i gór naszego naturalnego satelity.
Czwartego dnia lotu w rygorystycznym grafiku znalazło się oficjalne, 20-minutowe okienko przeznaczone wyłącznie na astrofotografię. W tym ściśle określonym czasie dowódca i jego zespół oderwą się od technicznych procedur, chwycą za aparaty i skupią się na uwiecznianiu ciał niebieskich widocznych przez okna statku. To właśnie z tych sesji mogą pochodzić kadry, które później trafią na okładki magazynów naukowych i będą inspirować kolejne pokolenia do spoglądania w nocne niebo.
Dzień 5
Dzień piąty przyniesie ze sobą kolejny najważniejszy moment z punktu widzenia astrofizyki i praw dynamiki Newtona. To właśnie wtedy statek Orion oficjalnie wkroczy w księżycową strefę grawitacji. W praktyce oznacza to przekroczenie niewidzialnej granicy w przestrzeni, za którą przyciąganie grawitacyjne Ziemi po raz pierwszy od momentu startu stanie się słabsze niż przyciąganie Srebrnego Globu. Od tej sekundy załoga przestanie uciekać od swojej rodzinnej planety, a zacznie spadać w kierunku Księżyca, całkowicie poddając się jego kosmicznej masie.
Zanim jednak dojdzie do wielkiego finału, na astronautów czeka morderczy trening przetrwania. Cały poranek piątego dnia zostanie poświęcony na rygorystyczne testy zaawansowanych skafandrów ciśnieniowych, oficjalnie nazywanych Orion Crew Survival System. Te charakterystyczne, pomarańczowe kombinezony to coś znacznie więcej niż strój na czas startu i lądowania. W przypadku katastrofalnego rozszczelnienia kabiny, zamieniają się one w miniaturowe statki kosmiczne, zdolne utrzymać człowieka przy życiu i zapewnić mu atmosferę do oddychania przez imponujące sześć dni.
Jako pierwsi ludzie testujący ten sprzęt w warunkach bojowych, członkowie załogi Artemis 2 będą musieli udowodnić, iż potrafią błyskawicznie ubrać i uszczelnić kombinezony, zainstalować w nich fotele i przypiąć się pasami.
Przetestują choćby tak prozaiczne wydawałoby się czynności, jak jedzenie i picie przez specjalny port w hełmie. Gdy symulacja sytuacji awaryjnej dobiegnie końca, po południu nastąpi trzecia, ostatnia już korekta trajektorii. To finałowe pchnięcie silników idealnie pozycjonujące Oriona przed historycznym przelotem nad niewidoczną stroną Księżyca, zaplanowanym na dzień szósty.
Więcej o programie NASA Artemis przeczytasz na Spider’s Web:
Dzień 6
Szósty dzień lotu to zapierający dech w piersiach punkt kulminacyjny misji Artemis 2. To właśnie wtedy statek Orion znajdzie się w najdalszym punkcie od Ziemi i jednocześnie otrze się o powierzchnię Srebrnego Globu.
W zależności od dokładnej daty i godziny startu rakiety z Przylądka Canaveral, czteroosobowa załoga ma ogromną szansę przejść do historii, bijąc rekord wszech czasów. Mowa o odległości niemal 400 tys. km od naszej planety, rekordzie ustanowionym w 1970 r. przez legendarną, choć pechową misję Apollo 13.
Napięcie będzie sięgać zenitu, bo ten fascynujący kosmiczny kamień milowy zależy od kaprysów mechaniki orbitalnej i konkretnego okna startowego.
Przemykając nad niewidoczną z Ziemi stroną Księżyca, astronauci zbliżą się do jego powierzchni na odległość zaledwie 6,5 tys. do niespełna 10 tys. km. Lwia część szóstego dnia misji zamieni się w najbardziej ekskluzywną, poza planetarną sesję fotograficzną w dziejach. Astronauci chwycą za sprzęt i jako pierwsi ludzie w historii na własne oczy zobaczą zupełnie nowe fragmenty mrocznej strony obcego globu.
Widoki za iluminatorami statku będą miały w sobie element całkowicie nieprzewidywalnej, kosmicznej loterii. Kąt padania promieni słonecznych na Księżyc zmienia się o około jeden stopień co dwie godziny, przez co załoga aż do momentu opuszczenia platformy startowej nie będzie wiedziała, na jakie warunki oświetleniowe trafi.
Jeśli Słońce zawiśnie nisko nad horyzontem, gigantyczne, czarne cienie wydobędą z mroku dramatyczną rzeźbę terenu, obnażając ostre krawędzie kraterów, strome zbocza i poszarpane grzbiety górskie. Z kolei słońce świecące pionowo z góry pozbawi krajobraz cieni, ale stworzy inżynierom z NASA idealne warunki do mapowania subtelnych różnic w kolorystyce i składzie chemicznym księżycowego regolitu.
Zbieranie tych gigabajtów bezcennych danych będzie miało wręcz filmowe tło. W kulminacyjnym momencie przelotu za tarczą Księżyca, gigantyczna masa skał całkowicie zablokuje sygnał radiowy. Statek Orion zostanie w ułamku sekundy odcięty od jakiejkolwiek łączności z Ziemią.
Przez 30 do 50 długich minut w słuchawkach astronautów zapanuje głucha, przerażająca cisza, żadnych komend z centrum kontroli w Houston, zero kontaktu z bliskimi. W tym odciętym od świata mikrokosmosie załoga będzie nieprzerwanie nagrywać swoje spostrzeżenia głosowe na żywo.
Te audio-pamiętniki, zarejestrowane w całkowitej izolacji, zostaną później co do sekundy zsynchronizowane z wykonanymi zdjęciami, tworząc najbardziej immersyjny i fascynujący dziennik pokładowy w historii eksploracji przestrzeni kosmicznej.
Dzień 7
Siódmego dnia kosmicznej odysei grawitacja Księżyca wreszcie zacznie odpuszczać. O poranku statek Orion oficjalnie opuści księżycową strefę wpływów, rozpoczynając długą drogę powrotną w kierunku błękitnej kropki majaczącej w oddali.
Zanim jednak astronauci zdążą zbytnio oddalić się od naszego naturalnego satelity, do akcji wkroczą naukowcy i kontrolerzy z Ziemi. To będzie moment na niezwykle ważne, historyczne wręcz wywiady z załogą. Zespołom badawczym zależy na tym, aby porozmawiać z astronautami dokładnie w chwili, gdy wspomnienia z bliskiego przelotu nad ciemną stroną Księżyca są wciąż żywe, a emocje nie zdążyły jeszcze opaść.
Po serii medialnych i naukowych raportów, w drugiej połowie siódmego dnia przyjdzie czas na twarde prawa mechaniki orbitalnej. Potężny silnik główny Oriona przebudzi się z uśpienia, wykonując pierwszą z trzech krytycznych korekt trajektorii.
Ten precyzyjny impuls ognia i gazu ma tylko jedno zadanie, upewnić się, iż statek jest bezbłędnie wycelowany w maleńki punkt wejścia w ziemską atmosferę. Kiedy komputery potwierdzą idealny kurs, Houston zafunduje astronautom coś unikatowegoo podczas tak napiętych misji – czas wolny. Reszta dnia będzie przeznaczona na zasłużony reset i odpoczynek, dając załodze szansę na zregenerowanie sił przed wyczerpującym i niebezpiecznym powrotem na Ziemię.
Dzień 8
Ósmy dzień misji gwałtownie przerwie sielankę, rzucając załogę w wir testowania scenariuszy rodem z najgorszych kosmicznych koszmarów. Prawdziwym, śmiertelnym zagrożeniem podczas podróży w głęboki kosmos nie jest bowiem sama próżnia, ale niewidzialne, zabójcze promieniowanie kosmiczne i nieprzewidywalne rozbłyski słoneczne.
Astronauci będą musieli udowodnić, iż w razie ogłoszenia alarmu radiacyjnego potrafią improwizować. Wykorzystując dostępne na pokładzie materiały, codzienne zapasy i sprzęt, spróbują błyskawicznie zbudować wewnątrz kapsuły prowizoryczny schron. W tym samym czasie dziesiątki niezwykle czułych instrumentów będą bez przerwy zbierać dane o przenikaniu promieniowania przez kadłub Oriona, co będzie bezcenną lekcją przed planowanymi w przyszłości lotami na Marsa.
Na koniec ósmego dnia dowódca i pilot odepną wirtualne pasy bezpieczeństwa i wyłączą autopilota, przejmując w pełni manualną kontrolę nad statkiem. NASA musi mieć absolutną pewność, iż w razie katastrofalnej awarii komputerów nawigacyjnych, załoga jest w stanie manualnie pilotować tak skomplikowaną maszynę w otchłani kosmosu.
Astronauci przetestują możliwości Oriona, wykonując serię zręcznościowych manewrów: będą musieli perfekcyjnie wyśrodkować obrany cel w oknach statku, a następnie obrócić maszynę tak, aby skierować ją ogonem precyzyjnie w stronę Słońca. Załoga porówna również różne tryby kontroli orientacji przestrzennej (sterowanie w trzech i sześciu stopniach swobody), dając inżynierom ostateczną odpowiedź na to, jak 20-tonowy statek reaguje na delikatne ruchy ludzkich dłoni na drążkach sterowniczych.
Dzień 9
Dziewiąty dzień misji Artemis 2 to psychologiczna i fizyczna rozgrzewka przed ostatecznym, najbardziej ryzykownym etapem całej wyprawy. Załoga spędzi ostatnią pełną dobę w przestrzeni kosmicznej, na przemian studiując rygorystyczne procedury wejścia w atmosferę i dyskutując o nich z kontrolerami lotu w Houston.
W tle, pokładowe komputery wykonają kolejną, przedostatnią już korektę trajektorii, upewniając się, iż Orion zmierza jak po sznurku do wyznaczonego punktu wodowania. Jednak praca astronauty to nie tylko podziwianie gwiazd i wzniosłe eksperymenty.
Tego dnia załoga musi wykreślić ze swojej listy również te mniej efektowne zadania. Przetestują między innymi zapasowe systemy gromadzenia nieczystości, na wypadek, gdyby główna, zaawansowana technologicznie toaleta statku uległa nagłej awarii.
Po ponad tygodniu spędzonym w stanie nieważkości, powrót na Ziemię wiąże się z gigantycznym szokiem dla organizmu. Ciała astronautów błyskawicznie odzwyczaiły się od ciążenia, co po powrocie może prowadzić do zjawiska nietolerancji ortostatycznej, silnych zawrotów głowy, omdleń i problemów ze wzrokiem, wywołanych nagłym odpływem krwi z górnych partii ciała do nóg.
Aby temu zapobiec, załoga będzie nosić pod swoimi skafandrami specjalną odzież kompresyjną. Dziewiątego dnia lotu astronauci muszą ją po raz kolejny przymierzyć, dokonać precyzyjnych pomiarów obwodów swoich ciał i wypełnić szczegółowe kwestionariusze oceniające wygodę oraz łatwość zakładania tych ciasnych, ale kluczowych dla ich zdrowia ubrań.
Dzień 10
Dziesiąty, wielki dzień misji to wyścig z prawami fizyki, którego jedynym celem jest bezpieczny powrót czwórki bohaterów do domu. Po ostatnim odpaleniu silników korygujących kurs, wnętrze Oriona musi wrócić do swojego pierwotnego układu.
Cały sprzęt naukowy zostaje rygorystycznie zabezpieczony i ukryty w schowkach, fotele wracają na swoje startowe pozycje, a astronauci ponownie zamykają się w masywnych, ciśnieniowych skafandrach. Tuż przed spotkaniem z atmosferą następuje dramatyczny moment. Kkapsuła załogowa bezpowrotnie odłącza się od potężnego modułu serwisowego, który napędzał i utrzymywał ich przy życiu przez całą podróż.
To odcięcie niezbędnego dotąd balastu odsłania najważniejszy element statku – potężną osłonę termiczną. To na niej skupi się całe uderzenie, chroniąc ludzi wewnątrz przed niewyobrażalną temperaturą sięgającą ponad 1600 stopni Celsjusza.
Gdy pokryta żarzącą się plazmą kapsuła wreszcie przebije się przez najgęstsze warstwy atmosfery, rozpocznie się precyzyjnie zaplanowana sekwencja lądowania. Najpierw odrzucona zostanie osłona górna statku, robiąc miejsce dla inżynieryjnego baletu spadochronów.
Jako pierwsze wystrzelą dwie mniejsze czasze hamujące (tzw. drogue parachutes), które ustabilizują wirującego Oriona i drastycznie zredukują jego prędkość do około 500 km/h. Następnie do akcji wkroczą trzy spadochrony pilotujące, których jedynym zadaniem jest wyciągnięcie z zasobników gigantycznych czasz głównych.
To one ostatecznie wyhamują opadający statek do łagodnych 27 km/h. Historyczna misja Artemis 2 oficjalnie dobiegnie końca w momencie potężnego plusku w wodach Oceanu Spokojnego. Tam, na zmęczoną, ale na zawsze zapisaną na kartach historii załogę, będą już czekać elitarne jednostki ratunkowe amerykańskiej Marynarki Wojennej oraz zespoły techniczne NASA.














