
Nowe Mitsubishi Grandis oficjalnie wjeżdża do polskich salonów. Nie będę udawać, iż to projekt od czystej kartki – to technologiczny bliźniak Renault Symbioz, zjeżdżający z tej samej taśmy w hiszpańskim Valladolid. I choć PR-owcy marki próbują czarować opowieściami o „zmienionych zderzakach”, prawda jest o wiele ciekawsza.
Zamiast skupiać się na detalach nadwozia, zapytałem w kuluarach przedstawicieli japońskiej marki wprost: jak przekonać klienta, by zamiast do salonu Renault, poszedł do Mitsubishi? Argumenty okazały się zaskakująco mocne.
Rynek motoryzacyjny w Europie to dziś brutalne miejsce. Wyśrubowane do granic absurdu normy emisji spalin i gigantyczne koszty R&D (badań i rozwoju) sprawiają, iż producenci stają pod ścianą. Mitsubishi, marka z potężnymi tradycjami, miała dwa wyjścia: spakować walizki i opuścić Stary Kontynent, albo wykorzystać sojusze. Wybrano to drugie. Zamiast wydawać miliardy na opracowywanie własnych platform i napędów od zera, Japończycy, będący częścią aliansu z Nissanem i Renault, sięgnęli po gotowe, sprawdzone i spełniające europejskie normy rozwiązania francuskiego partnera.

Holistyczne spojrzenie: japoński stempel na europejskiej myśli
Zanim przejdziemy do twardych wyliczeń i parametrów samego, debiutującego oficjalnie w Polsce modelu, warto spojrzeć na ruch Mitsubishi z szerszej perspektywy. Decyzja o zaadaptowaniu na własne potrzeby francuskich modeli (wcześniej Colt i ASX, teraz Grandis) to również sygnał zaufania do europejskiej technologii partnera z aliansu.
Japończycy jako naród słyną z pedantycznego podejścia do inżynierii, niezawodności i dbałości o detale. Fakt, iż marka z takim dziedzictwem zdecydowała się przykleić swój logotyp – legendarne Trzy Diamenty – na auto zaprojektowane w Europie, dowodzi jednego: technologicznie to są świetne samochody. Co więcej, podczas dzisiejszej prezentacji zapowiedziano już przyszłe, w pełni autorskie modele Mitsubishi. Etap „inżynierii znaczkowej” daje marce czas na przygotowanie nowej, własnej gamy, bez konieczności oddawania europejskiego rynku walkowerem.
A jak to wygląda z punktu widzenia klienta? Z badań rynkowych wynika, iż zaledwie 10-20% nabywców w ogóle dostrzega lub zaprząta sobie głowę faktem, iż Grandis, Colt czy ASX mają swoich francuskich odpowiedników. Dla większości to po prostu ładne, nowoczesne i funkcjonalne samochody japońskiej marki.

Trudne pytania na prezentacji: Grandis czy Symbioz?
Podczas polskiej premiery miałem okazję uciąć sobie nie tylko miłą, ale i szczerą pogawędkę z przedstawicielami marki. Gdy w odpowiedzi na pytanie „dlaczego mam wybrać Grandisa?” usłyszałem wyuczoną formułkę o przeprojektowanym zderzaku i grillu Dynamic Shield, od razu uciąłem temat. Oczekiwałem konkretów. I je dostałem.
Okazuje się, iż to nie w plastiku, a w polityce sprzedażowej kryje się największa siła nowego Grandisa. Bazowe Mitsubishi kosztuje niemal tyle samo, co bazowe Renault. Dlaczego więc wybrać „Japończyka”?
Po pierwsze: pakiet zimowy w standardzie. Mitsubishi ogłosiło mocnego asa w rękawie. Każda, choćby najtańsza wersja wyposażenia Grandisa otrzymuje w cenie pakiet zimowy, obejmujący podgrzewane fotele, podgrzewaną przednią szybę oraz podgrzewaną kierownicę.
Po drugie, bezkonkurencyjna gwarancja: tu Grandis nokautuje brata-bliźniaka. Kupując Mitsubishi, otrzymujemy 5 lat podstawowej gwarancji (do 100 000 km) oraz warunkowe, dodatkowe 3 lata, czyli łącznie 8 lat ochrony lub 160 000 km, jeżeli auto jest serwisowane w ASO. Do tego dochodzi program Mitsubishi Assistance. W Renault takiego pakietu spokoju nie dostaniesz, choćbyś chciał za niego dopłacić.

Twarde konkrety sprzętowe: Android Automotive i wielki bagażnik
Skoro wiemy już, dlaczego warto pójść do salonu Mitsubishi, przyjrzyjmy się samemu autu. Grandis to kompaktowy SUV (segment C), który wymiarami (4413 mm długości) wpisuje się w potrzeby współczesnych, aktywnych rodzin.
Technologicznie Grandis prezentuje się bardzo solidnie. Na pokładzie znajdziemy system inforozrywki oparty na wbudowanym środowisku Google (Android Automotive OS), obsługiwany przez pionowy, 10,4-calowy ekran dotykowy. Przed kierowcą znajduje się z kolei 10-calowy, cyfrowy zestaw wskaźników. O bezpieczeństwo dba ponad 20 systemów wsparcia kierowcy (ADAS), w tym m.in. zaawansowany MI-PILOT.
Samochód jest też po prostu pragmatyczny. Tylną kanapę można przesuwać w zakresie 16 centymetrów, co pozwala na dynamiczne zarządzanie przestrzenią. Pojemność bagażnika w wersji z miękką hybrydą wynosi od 492 do 624 litrów (przy maksymalnie odsuniętej do przodu kanapie). Po złożeniu oparć przestrzeń rośnie do 1682 litrów.
Co pod maską? Oferta na polski rynek obejmuje sprawdzone układy zelektryfikowane:
- 1.3T MHEV (miękka hybryda): generująca 140 KM (z 6-biegową skrzynią manualną lub z 7-biegowym, dwusprzęgłowym automatem DCT).
- 1.8 HEV (pełna hybryda): rozwijająca moc 157 KM, współpracująca z wielotrybową przekładnią automatyczną. Wersja ta potrafi poruszać się po mieście w trybie w pełni elektrycznym przez znaczny procent czasu, wyraźnie obniżając zużycie paliwa w ruchu miejskim. Nie jeździłem jeszcze Grandisem, ale miałem okazję sprawdzić nowe Renault Clio z tym samym układem napędowym, uzyskałem wówczas doskonale niskie spalanie 3,3 litra / 100 km przy niemal 20-stopniowym mrozie! Grandis to będzie naprawdę ekonomiczne auto.
Nowe Renault Clio – pierwsze jazdy. Kiedy segment B przestaje być kompromisem [galeria]
Nowe Mitsubishi Grandis to dowód na to, iż w dzisiejszej motoryzacji nie trzeba wymyślać koła na nowo, by zaoferować klientowi świetny produkt. Kupując to auto, otrzymujemy nowoczesny, europejski design, dobre multimedia od Google i wydajne napędy, a to wszystko otulone bezstresowym, japońskim pakietem gwarancyjnym. To po prostu mądry wybór.
Galeria Mitsubishi Grandis – polska premiera
Jeśli artykuł Klonowanie z sensem. Byłem na polskiej premierze Mitsubishi Grandis i wiem, dlaczego warto go kupić [galeria] nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

2 godzin temu














