Klasyczny Mercedes 280 TE spotyka nową klasę E Kombi. Tak zmieniło się duże kombi Mercedesa

1 godzina temu

Mercedes 280 TE z końca lat 70. i współczesny E 450 4Matic Kombi. Te dwa kombi klasy wyższej dzieli prawie 50 lat. O tym, iż mamy do czynienia z jedną linią modelową, na pozór świadczą tylko karoseria kombi i symbol gwiazdy. Ale przetrwało też coś nieuchwytnego.

Niektóre starsze samochody pachną czymś więcej niż tylko spalinami i lekko zatęchłym wnętrzem. Na przykład prezentowany na zdjęciach Mercedes 280 TE z 1979 r. w kolorze „klasycznej bieli”. Czuć w nim woń drewna, skóry i.… dalekiego wakacyjnego wyjazdu na czterech kołach. Wsiadasz i natychmiast przenosisz się do czasów, gdy motoryzacja miała znacznie prostsze oblicze. Zamiast rozbudowanych multimediów wystarczało radio z dwoma pokrętłami, dostęp był „kluczykowy”, a smukłe słupki zapewniały doświetlenie kabiny jak w ogrodzie zimowym. I choćby dziecko wiedziało, do czego służy każdy przycisk na desce rozdzielczej (dosłownie desce).

fot. Daniela Loof/AZ

T jak turystyka i transport

Wówczas kombi było czymś więcej niż praktycznym „wołem roboczym” dla rzemieślników, leśników i statecznych ojców rodzin. Typoszereg S123 (limuzyny miały oznaczenie W123, a coupe C123) był przede wszystkim wyrazem statusu. A ten, kto mógł sobie pozwolić na zakup topowego wariantu 280 TE, nie jeździł nim po prostu do pracy – ten samochód był częścią jego stylu życia.

Pod maską pracował legendarny sześciocylindrowy silnik rzędowy M110, znany z limuzyny klasy S oraz roadstera SL. Dwa wałki rozrządu w głowicy, moc 185 KM, 240 Nm momentu obrotowego i 2,8 l pojemności, a do tego kultura pracy tak aksamitna, iż choćby dziś robi wrażenie – zwłaszcza iż to efekt czysto mechanicznego sterowania.

2,8-litrowy silnik M110 z dwoma wałkami rozrządu imponuje gładkością pracy. fot. Daniela Loof/AZ

Za przekazywanie momentu obrotowego zwykle odpowiadał wygodny, czterostopniowy automat. W prezentowanym egzemplarzu także są cztery biegi, ale przełącza się je manualnie – wchodzą z lekkim oporem, ale zawsze precyzyjnie.

Rozpędzenie się do „setki” zajmuje nieco ponad 10 s – jak na tamte czasy brzmi całkiem sportowo, ale dziś... uroczo niespiesznie. W zamian Mercedes zachwyca płynnością jazdy i delikatnym kołysaniem, które przypomina spokojne bujanie łodzią.

Ani śladu ociężałości: klasyczne kombi lekko wpisuje się w zakręty – choć robi to ze znacznie większym spokojem niż jego bardzo daleki potomek. fot. Daniela Loof/AZ

Układ kierowniczy z przekładnią śrubowo-kulkową trudno nazwać precyzyjnym – przypomina raczej stare krzesło obrotowe, ale to właśnie on stanowi kwintesencję serii 123: w końcu kombi nie służy do ścigania, ale do podróżowania.

Hydropneumatyczne tylne zawieszenie pozwala zachować „poziom” choćby przy pełnym załadunku, a wrażenia z jazdy są... cudownie analogowe. Każde muśnięcie gazu, zmiana biegu czy drobna wibracja są tu wyraźnie odczuwalne, mają własny ciężar, ciepło i charakter.

We wnętrzu czekają miękko wyściełane fotele, prawdziwe drewno i metalowe, klikające przełączniki. Wszystko robi solidne wrażenie – widać, iż zostało zbudowane na pokolenia, a nie tylko na jeden cykl leasingowy. „123” to samochód, który można z powodzeniem oddać dzieciom, a w razie awarii naprawi go niemal każdy mechanik. Który się „patynuje”, a nie zużywa.

2400

Kombi w wersji de luxe

Przesiadamy się do współczesnej klasy E, jednocześnie przenosząc się w czasie o prawie pół wieku. Faktycznie lądujemy bliżej świata przedstawionego w bajce „Jetsonowie”.

Najnowszy spadkobierca cenionego mercedesowskiego klasyka nosi oznaczenie S214, a topowy wariant spoza gamy AMG to E 450 4Matic. Rzędowa „szóstka” wciąż ma się dobrze, ale teraz korzysta z turbodoładowania i wsparcia układu miękkiej hybrydy, a siłę napędową przenosi do kół za pośrednictwem niezwykle płynnie i inteligentnie działającego dziewięciostopniowego automatu.

Jednostka M256 też ma 6 cylindrów w rzędzie – i układ miękkiej hybrydy. fot. Daniela Loof/AZ

381 KM i napęd 4x4 pozwalają rozpędzić to lifestylowe kombi do 100 km/h w 4,5 s – w tym czasie 280 TE ledwie co zdąża przekroczyć „pięćdziesiątkę”. Zachwyca jednak nie tyle moc, co spokój, z jakim jest oddawana. Pneumatyczne zawieszenie Airmatic wygładza asfalt niczym żelazko świeżo wykrochmaloną pościel, a wyciszenie okazuje się tak skuteczne, iż podczas jazdy trudno choćby w przybliżeniu oszacować prędkość bez spoglądania na zegary.

Ogromny przeskok nastąpił także w redukcji oporów ruchu. Odpuszczenie pedału gazu w „staruszku” 123 owocuje silnym wytracaniem prędkości, podczas gdy nowiutkie kombi wciąż gładko sunie naprzód i zwalnia bardzo powoli. No i spalanie: szybsza, bardziej komfortowa i bezpieczniejsza klasa E jest zauważalnie oszczędniejsza od swojego protoplasty.

Dobrze zestrojony napęd na cztery koła, dużo momentu obrotowego i świetna trakcja – kto chce, za kierownicą E 450 4Matic może sprawić, iż choćby kierowcy aut sportowych wypadną blado. fot. Daniela Loof/AZ

Porównanie tych samochodów uświadamia, jak zmieniła się motoryzacja na przestrzeni minionego półwiecza – i w którą stronę skręcił świat, bo przecież cyfryzacja objęła nie tylko samochody, ale choćby pralki i lodówki. Dziś nasze auto musi być połączone ze światem i zintegrowane z tym magicznym urządzeniem, które nosimy w kieszeni i z którym się tak rzadko rozstajemy.

Klasa E garściami czerpie z najnowszych osiągnięć: inteligentna obsługa głosowa reagująca na swobodnie formułowane komendy, kamera do selfie oraz możliwość strumieniowania nie tylko muzyki, ale i filmów, a choćby instalacji zewnętrznych aplikacji, w tym do organizacji telekonferencji. Do tego nawigacja z obsługą rozszerzonej rzeczywistości oraz zaawansowane systemy wspomagające, o możliwościach przekraczających aktualne normy prawne.

O oczywistościach takich jak cyfrowe zegary nie trzeba choćby wspominać. Są też pierwsze jawne zdobycze sztucznej inteligencji: system multimedialny uczy się naszych zwyczajów, w tym najczęściej wybieranych funkcji, i pomaga w automatyzacji codziennych czynności przy spełnieniu określonych warunków (np. temperatura zewnętrzna, lokalizacja). Przykład: w chłodniejsze dni sam włączy podgrzewanie fotela oraz kierownicy i zmieni odcień ambientowego oświetlenia na cieplejszy.

Niestety ceną za ten cyfrowy festiwal jest utrudniona obsługa – za którą bardziej niż mnogość funkcji odpowiada wzorniczy minimalizm, polegający na maksymalnej redukcji fizycznych instrumentów sterowania. Zamiast przycisków i pokręteł (które przecież też mogą być eleganckie) mamy „smyranie” dotykowych powierzchni i rozległe połacie błyszczącej czerni, w klasie E obecne choćby na kierownicy.

Trzeba jednak oddać Mercedesowi, iż jak na branżowe standardy ma przejrzysty interfejs, a jego elektroniczne wspomagacze nie są zbyt inwazyjne czy natarczywe. No i potrafi przyznać się do błędu – najnowsza generacja kierownic w autach spod znaku trójramiennej gwiazdy na powrót otrzyma pokrętło do regulacji głośności i przełącznik tempomatu, uff.

2399

Awans o dwie klasy

Kolejny wymiar zmian w świecie motoryzacji dotyczy samych gabarytów. Przez niespełna 50 lat klasa E kombi „przeskoczyła” dwa segmenty. S123 mierzy 473 cm długości, a zatem na poziomie Octavii Combi, i zaledwie 179 cm szerokości – dziś to wartość typowa dla aut miejskich. Jak tym się łatwo parkuje! I nie ma problemów ze zbyt wąskimi miejscami parkingowymi, łatwiej wsiadać i wysiadać. A ponieważ drzwi są cieńsze, a płaszczyzna szyb jest stosunkowo pionowa, wrażenie przestronności w kabinie nie odbiega tak bardzo od tego, jakie panuje w znacznie większej klasie E.

Kolejny znak czasów: zaledwie 14-calowe obręcze, dziś spotykane co najwyżej w Dacii Spring. Także masa własna nie jest wygórowana i plasuje się na poziomie nowoczesnych aut klasy średniej (1560 kg). Już wtedy kombi Mercedesa błyszczało jednak możliwościami przewozowymi – bagażnik standardowo ma pojemność 523 l, a ładowność przekracza 600 kg.

fot. Daniela Loof/AZ

Współczesna klasa E na długość przerasta swojego przodka o ponad 20 cm – mierzy 495 cm długości. kilka mniej dzieli rozstawy osi (296 vs 280 cm). Szerokość nadwozia wynosi 188 cm, średnica dostępnych obręczy sięga aż 21 cali. Stosownie wzrosły przestronność wnętrza oraz kubatura bagażnika (bazowo 615 l), który oferuje dodatkowe udogodnienia do mocowania mniejszych przedmiotów. Więcej centymetrów, litrów i wyposażenia ma jednak przełożenie na masę własną – w mocnej, testowanej wersji kombi Mercedesa waży niemal 2 t.

Dane techniczne i osiągi Mercedes 280 TE (S123) Mercedes E 450 4Matic Silnik Pojemność skokowa Układ cylindrów/zawory Moc maksymalna Maks. moment obrotowy Napęd Skrzynia biegów Długość/szerokość/wys. Rozstaw osi Masa własna Opony OSIĄGI, ZUŻYCIE PALIWA (dane prod.) Prędkość maksymalna Przyspieszenie 0-100 km/h Średnie zużycie paliwa
benzynowy benz., turbo + elektryczny
2746 cm3 2999 cm3
R6/12 R6/24
185 KM/5800 381/5800+23 KM
240 Nm/4500 500/1800+205 Nm
tylny 4x4
man./4-biegowa aut./9-biegowa
473/179/147 cm 496/188/150 cm
280 cm 296 cm
1560 kg 1970 kg
175/80 R14 245/45; 275/40 R19
ok. 200 km/h 250 km/h
10,2 s 4,5 s
12,0 l/100 km 8,7 l/100 km

Nieoczywiste podobieństwa

Pomimo wszystkich różnic oba te samochody pozostają sobie zaskakująco bliskie. No dobrze, gwiazda na klasycznym 280 TE wygląda jak odznaczenie, podczas gdy na nowym E 450 przypomina raczej designerską broszkę. Jeden zachęca do relaksu, drugi do sportowej jazdy. Jednak oba modele zapewniają to, co Mercedes zawsze robił najlepiej: czynią codzienność bardziej komfortową, ograniczają obciążenie kierowcy i gwarantują niemal arystokratyczny spokój na pokładzie.

fot. Daniela Loof/AZ
Idź do oryginalnego materiału