Kiedy spaliście cena ropy wystrzeliła o 25 proc. Oj będzie drogo na stacjach paliw

3 godzin temu
W niedzielny wieczór światowe rynki zareagowały paniką, a cena ropy Brent przebiła sufit, o którym jeszcze w piątek nikomu się nie śniło. jeżeli planowaliście tankowanie do pełna w poniedziałek, mam dla was złą wiadomość: tanio to już było. Teraz na stacjach paliw czeka nas brutalne zderzenie z nową rzeczywistością.


Jeszcze w piątek, kończąc tydzień pracy, mogliśmy zerkać na wykresy z relatywnym spokojem. Kontrakty terminowe na ropę Brent oscylowały wokół 93 dolarów. Drogo, ale stabilnie. Wszystko zmieniło się w niedzielę o godzinie 23:00 czasu polskiego. Wtedy nastąpił wystrzał, który trudno nazwać inaczej niż rynkowym szokiem.

Cena momentalnie skoczyła do 109 dolarów, by około 3:00 nad ranem osiągnąć szczytowy poziom prawie 120 dolarów za baryłkę. Choć w tej chwili (stan na poniedziałkowy poranek) kurs nieco zwolnił w okolicach 116 dolarów, sytuacja jest tak dynamiczna, iż odświeżanie strony z notowaniami przypomina oglądanie emocjonującego i mało pozytywnego thrillera.

W ciągu jednej nocy surowiec podrożał o jedną czwartą. A to oznacza jedno: ceny paliw na stacjach wyraźnie wzrosną i to w tempie, którego dawno nie widzieliśmy.

Dlaczego ropa drożeje tak nagle?


Pytanie brzmi: co się adekwatnie stało, iż rynki wpadły w taką furię? Odpowiedź, jak to zwykle w branży energetycznej bywa, leży w geopolityce, a konkretnie w eskalacji konfliktu w Iranie. To nie jest już tylko "napięcie", to realny paraliż logistyczny i polityczny zwrot, który przeraził inwestorów.

Po pierwsze, mamy do czynienia z serią brutalnych ataków na kluczową infrastrukturę energetyczną. Po drugie, w Teheranie doszło do zmiany warty, która dla Zachodu jest sygnałem alarmowym. Modżtaba Chamenei, syn zabitego ajatollaha Alego Chameneia, został mianowany na stanowisko najwyższego przywódcy Iranu.

Świat odczytał to jednoznacznie, iż to zapowiedź twardego, bezkompromisowego kursu i braku jakichkolwiek szans na dyplomatyczne odprężenie w najbliższym czasie.

Czarny scenariusz dla kierowców staje się faktem


Najgorsze informacje płyną jednak z frontu logistycznego. Jak informuje "Wall Street Journal", sytuacja stała się krytyczna w Kuwejcie. Kraj ten zaczął ograniczać wydobycie na części pól naftowych, ale nie dlatego, iż ropy brakuje, ale dlatego, że... nie ma jej gdzie trzymać. Magazyny są pełne, bo eksport stoi.

Wszystko przez paraliż żeglugi w Cieśninie Ormuz. To wąskie gardło globalnej gospodarki, przez które przepływa około jedna piąta światowych dostaw ropy. Obecna blokada uniemożliwia wywóz surowca z Kuwejtu, Bahrajnu oraz dużej części Zjednoczonych Emiratów Arabskich. jeżeli ten stan potrwa dłużej, kolejne kraje zrzeszone w OPEC mogą zostać zmuszone do zakręcenia kurków.

W regionie jest skrajnie niebezpiecznie. Ministerstwo obrony Kuwejtu potwierdziło, iż doszło do nocnych ataków dronów na zbiorniki paliwa przy międzynarodowym lotnisku. Celowanie w "kluczową infrastrukturę" to już nie są przelewki, to otwarta wojna o surowce.

Ceny na stacjach paliw pójdą w górę


Dla przeciętnego kierowcy w Polsce, który rano odpala swoje auto, te doniesienia z Bliskiego Wschodu gwałtownie przestaną być tylko "wiadomościami ze świata". Przełożenie cen baryłki ropy na koszty tankowania jest w takich sytuacjach bezlitosne.

Przy tak gwałtownym skoku notowań surowca, operatorzy stacji nie będą czekać tygodniami na korekty.

Spodziewajcie się, iż tablice z cenami przy wjazdach na stacje zaczną "świecić" na czerwono szybciej, niż byśmy chcieli. Wzrost cen benzyny i diesla jest w tym momencie praktycznie przesądzony.

Jeśli macie jeszcze okazję zatankować po "starych" cenach, sugeruję zrobić to jak najszybciej. Wygląda na to, iż przed nami bardzo gorący i bardzo drogi okres na polskim rynku paliw.

Idź do oryginalnego materiału