Isuzu D-Max 2.2 163 KM

1 dzień temu

Rynek pickupów mocno się zmienił. Samochody tego typu coraz częściej mają być nie tylko narzędziem do pracy, ale również wygodnym autem na co dzień. Skórzana tapicerka, duży ekran, systemy wspomagające kierowcę i automatyczna skrzynia biegów przestały być czymś zarezerwowanym dla drogich SUV-ów. W tym wszystkim Isuzu D-Max pozostaje jednak wierne swoim korzeniom. To przez cały czas samochód, który ma przede wszystkim wozić, ciągnąć i radzić sobie tam, gdzie zwykły samochód osobowy dawno powiedziałby „dość”.

Nadwozie i wnętrze

D-Max nie próbuje udawać sportowego SUV-a. I bardzo dobrze. Ma wysokie, masywne nadwozie, duży prześwit i charakterystyczną skrzynię ładunkową. Po ostatnich zmianach z przodu pojawiły się nowe reflektory, zmodyfikowany grill i zderzak. Dzięki temu pickup wygląda nowocześniej, ale przez cały czas zachowuje swój typowo użytkowy charakter. To samochód, który dobrze wygląda zarówno na placu budowy, jak i przed domem. Nie ma tu przesadnego stylizowania. D-Max sprawia wrażenie solidnego kawałka samochodu i właśnie taki jest jego charakter. Największą zaletą nadwozia pozostaje oczywiście paka. To nie jest gadżet dodany po to, żeby samochód wyglądał ciekawiej. Skrzynia ładunkowa ma być po prostu użyteczna. Można na niej wozić narzędzia, materiały budowlane, sprzęt ogrodniczy czy wszystko to, czego nie chcielibyśmy wkładać do bagażnika zwykłego auta. W zależności od wersji D-Max występuje z różnymi rodzajami kabiny, w tym z przestronną kabiną Double Cab. Ta ostatnia pozwala połączyć funkcję samochodu roboczego z autem, którym można pojechać z całą rodziną.

W środku widać, iż Isuzu również nie chce już uchodzić wyłącznie za producenta prostych samochodów użytkowych. Kabina jest znacznie bardziej dopracowana niż w starszych generacjach. W bogatszych wersjach można liczyć między innymi na duży ekran multimedialny, bezprzewodową obsługę Apple CarPlay i Android Auto, ładowarkę indukcyjną, podgrzewane fotele czy rozbudowane systemy bezpieczeństwa. Mimo tego D-Max zachował sporą dawkę prostoty. I dla wielu użytkowników będzie to zaleta. Obsługa podstawowych funkcji nie wymaga przekopywania się przez kilka poziomów menu. W samochodzie roboczym ma to znaczenie.
Na pochwałę zasługuje także pomysłowość konstruktorów przy tylnej kanapie. Można ją podnosić, dzięki czemu we wnętrzu można przewozić przedmioty, które w typowym pickupie musiałyby trafić na pakę. To jeden z tych drobiazgów, które gwałtownie zaczyna się doceniać w codziennym użytkowaniu.

Silnik i skrzynia biegów

Tutaj kryje się największa nowość. Isuzu zastosowało czterocylindrowego turbodiesla o pojemności 2164 cm sześc. Jednostka 2.2 Ddi rozwija około 163 KM i 400 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Maksymalny moment pojawia się już przy 1600 obr./min. Na pierwszy rzut oka można wzruszyć ramionami. 163 KM w tak dużym samochodzie nie robi dziś szczególnego wrażenia. Tyle iż w pickupie sama moc nie jest najważniejsza. Liczy się przede wszystkim moment obrotowy i sposób, w jaki silnik go oddaje. A tutaj D-Max wypada bardzo dobrze. Taki silnik znacznie lepiej radzi sobie przy niskich obrotach niż poprzedni 1.9. Według danych producenta już przy 1000 obr./min dostępne jest 255 Nm. To sprawia, iż samochód chętniej rusza i lepiej reaguje wtedy, gdy na pace znajduje się ładunek albo do auta podpięta jest przyczepa. Nie jest to diesel do sportowej jazdy. I choćby nie próbuje nim być. D-Max nabiera tempa spokojnie, ale kiedy silnik wejdzie w odpowiedni zakres obrotów, zaczyna solidnie ciągnąć. Dużą zmianą jest również ośmiobiegowa przekładnia automatyczna Aisin.

Wcześniej stosowano skrzynię sześciobiegową. Nowa przekładnia dobrze pasuje do charakteru silnika. Biegi zmienia płynnie, a odpowiednie przełożenie zwykle znajduje bez większego zastanawiania. Oczywiście podczas mocnego przyspieszania diesel daje o sobie znać. D-Max nie jest autem, w którym można całkowicie zapomnieć, iż pod maską pracuje silnik wysokoprężny. Z drugiej strony nowa jednostka jest wyraźnie przyjemniejsza i bardziej kulturalna od poprzedniego 1.9. istotną zaletą pozostaje napęd 4×4. D-Max nie boi się dróg gruntowych, błota czy stromych podjazdów. W terenie potrafi zaskoczyć możliwościami, szczególnie iż konstruktorzy nie skupili się wyłącznie na tym, żeby dobrze prezentował się na asfalcie. Testy terenowe nowej wersji pokazały, iż samochód przez cały czas bardzo dobrze radzi sobie poza utwardzonymi drogami. W zależności od konfiguracji D-Max może również holować przyczepę o masie do 3,5 tony. To jeden z argumentów, który dla użytkownika kupującego samochód do pracy może mieć dużo większe znaczenie niż przyspieszenie do setki.

Zawieszenie i komfort jazdy

Pickup zawsze musi być pewnym kompromisem. Z jednej strony powinien być wygodny na asfalcie, z drugiej musi wytrzymać jazdę z ciężkim ładunkiem. D-Max nie próbuje tego problemu omijać. Z tyłu zastosowano klasyczne resory piórowe, które są rozwiązaniem sprawdzonym od dziesięcioleci.Na pusto samochód nie jest może tak miękki jak rodzinny SUV. Przy przejeżdżaniu przez większe nierówności czuć, iż jedziemy autem użytkowym. Nie jest to jednak poziom komfortu, który można by uznać za uciążliwy. Nowe amortyzatory pomagają ograniczyć podskakiwanie tylnej osi, a kiedy na pace pojawi się ładunek, charakter samochodu zmienia się jeszcze bardziej. Właśnie z obciążeniem D-Max pokazuje swoje drugie oblicze. Pickup staje się bardziej stabilny i spokojniejszy. To ważne, bo samochód tego typu powinien dobrze zachowywać się nie tylko wtedy, gdy jedzie pusty.

Na asfalcie D-Max prowadzi się pewnie. Wysoka pozycja za kierownicą daje bardzo dobrą widoczność, a kierowca ma poczucie siedzenia nad większością samochodów osobowych. Przy parkowaniu przydają się kamery i czujniki dostępne w bogatszych wersjach. Na autostradzie można bez problemu utrzymywać wysoką prędkość podróżną. Hałas pochodzi głównie od opon i dużego nadwozia. Przy szybszej jeździe trudno jednak zapomnieć, iż mamy do czynienia z wysokim pickupem na ramie, a nie dużym sedanem. Największe wrażenie D-Max robi jednak wtedy, gdy asfalt się kończy. Napęd 4×4, duży prześwit i terenowe możliwości sprawiają, iż leśna droga, błoto czy nierówna droga dojazdowa nie są dla niego szczególnym problemem. To właśnie tutaj widać, po co ten samochód został zbudowany.

Wyposażenie i cena

Pod względem wyposażenia D-Max zrobił w ostatnich latach spory krok do przodu. Bogatsze wersje oferują między innymi system multimedialny z dużym ekranem, Apple CarPlay i Android Auto, bezprzewodowe ładowanie telefonu, klimatyzację, kamerę, systemy monitorowania martwego pola oraz ostrzegania o ruchu poprzecznym. Nie wszystkie systemy są jednak dostępne w każdej odmianie. Część bardziej zaawansowanych funkcji asystujących pozostaje zarezerwowana dla najdroższych wersji. To trzeba sprawdzić przed zakupem, szczególnie jeżeli ktoś oczekuje poziomu wyposażenia znanego z nowoczesnych SUV-ów.

Cena również zależy mocno od konfiguracji. W aktualnych polskich ofertach nowe D-Maxy 2.2 z 2026 roku można znaleźć w okolicach 165 tys. zł brutto, choć ceny bogatszych wersji 4×4 wyraźnie przekraczają 200 tys. zł. Czy D-Max jest drogi? jeżeli porównamy go ze zwykłym samochodem osobowym, zdecydowanie tak. Trzeba jednak pamiętać, iż kupujemy pojazd o zupełnie innych możliwościach. Duża paka, napęd 4×4, konstrukcja przystosowana do ciężkiej pracy i możliwość holowania ciężkich przyczep sprawiają, iż D-Max może zastąpić kilka różnych samochodów.

Idź do oryginalnego materiału