
SKG H7 Ultra nie jest zwykłym bezprzewodowym masażerem karku. Maszyna otrzymała długie, dodatkowe głowice sięgające aż do ramion. Gdyby nie dźwięk silniczków, pomyślałbym, iż plecy ugniata mi człowiek. Doświadczenie jest niezwykle… ludzkie.
Na rynku jest masa bezprzewodowych masażerów karku. Wiele z nich to naprawdę dobrze działające modele, na przykład takie futurystyczne urządzenie budzące skojarzenie z filmem Matrix. To, co łączy zdecydowaną większość tych sprzętów, to zakres działania. Koncentrują się na tylnej części szyi, podczas gdy napięcie i ból mięśni rzadko ogranicza się wyłącznie do karku.
SKG H7 Ultra to maszyna, która dosięga tam, gdzie wykłada się 95% przenośnych masażerów
Wielu z nas nie ma pojęcia, ile ciężaru noszą ludzkie ramiona. Życiowego ciężaru, nie mam teraz na myśli konkretnie worków z piaskiem. W ramionach gromadzi się potężne napięcie mięśniowe, magazynowane miesiącami. Pamiętam, iż gdy życie dało mi w kość, a później nieco się pozbierałem i poszedłem na masaż, właśnie ugniatanie ramion bolało najbardziej. Nie szyja. Nie plecy. Ramiona. Były tak sztywne, zbite i twarde, iż mocniejsze uszczypnięcie wyrywało mi syk bólu z ust.
Większość masażerów karku nie sięga jednak ramion, ze względu na ich „rogalową” konstrukcję, przypominającą poduszkę do samolotu. Wyzwanie stanowią także same mięśnie ramion – są większe od tych szyjnych, wymagają większej siły oraz większego nacisku. Dlatego choćby gdyby klasyczny mobilny masażer sięgał ramion, nie byłby w stanie pracować z odpowiednią wydajnością. Albo zwyczajnie zsuwałby się nam z pleców.


Dlatego tak zaciekawił mnie SKG H7 Ultra. To jedna z naprawdę niewielu konstrukcji, która rozwiązuje inżynieryjno-biologiczny problem. Posiada bowiem wbudowany akumulator na tyle pojemny, aby wprawia w ruch z odpowiednią siłą duże mechaniczne głowice. Jednocześnie jest na tyle kompaktowy, iż można go wziąć na wyjazd, do samochodu albo na kanapę w salonie. Stabilna konstrukcja opiera się bowiem na szelkach/paskach, dzięki którym urządzenie znajduje się na odpowiedniej wysokości.
Długie mechaniczne głowice SKG H7 Ultra to mój ulubiony element. Wizualnie daleko im do ludzkich dłoni, a tu niespodzianka
Spójrzcie na dolne, sięgające ramion głowice zakończone kulistymi końcówkami (dostępne także w pozłacanym wariancie). Dzięki specyficznemu kształtowi oraz ułożeniu docierają tam, gdzie mało który masażer. Ich owalne ruchy przypominają pracę ludzkich kciuków, wbijających się w ramiona, metodycznie rozbijając nagromadzone napięcie.
Najlepsze jest to, jak pracę głowic odbiera użytkownik, który nie widzi przecież założonego na kark masażera. Pod względem docisku, kontaktu ze skórą oraz zakresu ruchu, SKG H7 Ultra szokująco dobrze imituje pracę ludzkich rąk. Powiem więcej. Gdyby nie mechaniczny dźwięk samych głowic, mógłbym uwierzyć, iż stoi za mną człowiek i wałkuje mnie na ciasto.


„Efekt człowieka” jest potęgowany, o ile zdecyduję się włączyć funkcję ciepłego kompresu światłem czerwonym. To opcjonalny dodatek do każdego z trzech głównych trybów, mający potęgować uczucie relaksu oraz rozluźnienia. Kiedy jest włączony, SKG H7 Ultra wydaje dodatkowy dźwięk, jakby spokojny głęboki oddech. Wrażenie, iż za użytkownikiem stoi osoba masująca jego kark i ramiona, jest wtedy jeszcze sugestywniejsze.
Można się zaskoczyć, jak mocno ugniata, szczypie i dociska SKG H7 Ultra. To nie sprzęt do delikatnego muskania
Chociaż dobry masaż przyda się każdemu, SKG H7 Ultra to rozwiązanie, które polecam przede wszystkim osobom aktywnym fizycznie lub takim spędzającym wiele godzin dziennie za biurkiem. Praca głowic jest bowiem zdecydowana, a docisk porządny. Mówimy o imitacji ruchów prawdziwego masażysty, który chce dotrzeć głęboko pod skórę oraz pracuje z większymi grupami mięśni.
SKG H7 Ultra oferuje trzy podstawowe tryby. Ugniatanie to najdelikatniejsze ruchy, mające redukować powierzchniowe napięcie mięśni. Szczypanie to stopniowo narastający nacisk, potrafiący dać nieźle w kość pod sam koniec. Oczywiście w tym pozytywnym kontekście, z poczuciem głębszej ulgi na finiszu sesji. Jest też akupresura, czyli techniki inspirowane masażem chińskim.


Każdy tryb możemy regulować w zakresie funkcji ciepłego kompresu (wyłączony, lekki, średni, mocny) oraz szybkości pracy głowic (wolno, szybko). Sama moc docisku jest natomiast regulowana automatycznie po stronie głowic, stąd moje ostrzeżenie z początku śródtytułu: to nie jest sprzęt do muskania piórkiem. Jego zadanie to poważny, głęboki masaż mający przynosić odpowiedni skutek, w postaci rozbicia napięcia mięśniowego.
Korzystam z SKG H7 Ultra ponad miesiąc i w porównaniu do innych masażerów, czuć drastyczną różnicę
Nie chodzi tylko o samą moc i skuteczność działania, ale takie detale jak układ głowic. Mamy sześć okrągłych końcówek na różnej długości, a mimo tego idealnie wkomponowują się w ludzkie ciało. Te górne otaczają szyję zaraz pod uszami. Te środkowe pracują z karkiem. Te dolne są niczym ludzkie dłonie, jakby czyjeś kciuki wbite zaraz nad łopatkami. Od razu czuć, iż projektowali to ludzie z doświadczeniem w temacie. Kontrast względem tanich masażerów jest olbrzymi.
Na plus należy dodać wbudowanego spikera w języku angielskim. Funkcje i tryby zmieniamy przyciskami na obudowie sięgając za plecy, więc dobrze mieć dźwiękową konfirmację każdej zmiany. Ceramiczne głowice są natomiast niezwykle łatwe w czyszczeniu, gdybyście chcieli użyć jakiegoś kremu lub olejku. Co innego materiałowe szelki, tu trzeba uważać.


Podoba mi się też, iż SKG H7 Ultra ładuję zwykłym kabelkiem USB-C, co w przypadku przenośnych masażerów wcale nie jest standardem. Część producentów z uporem godnym lepszej sprawy obstaje przy swoich niszowych rozwiązaniach, przez co liczba elektro-śmieci w szufladzie rośnie. W przypadku H7 Ultra biorę po prostu ładowarkę od telefonu i gotowe. Kilkadziesiąt minut i masażer zawsze czeka naładowany.
Konkretny masażer dla konkretnego użytkownika. SKG wytoczyło duże działa
Ramiona to biologiczna gąbka na nerwy. Mięsień czworoboczny pod wpływem przewlekłego stresu dosłownie sztywnieje, zamieniając kark w kamień. Zwykłe masażery w kształcie rogala nie mają tu szans. SKG H7 Ultra to jedno z niewielu urządzeń, które podchodzi do ludzkiej anatomii na poważnie. Przedłużone głowice docierają niemal do łopatek, a ich owalne końcówki wbijają się w te zabetonowane tkanki z siłą, która imituje pracę człowieka.
To sprzęt dla osób, które potrzebują głębokiego rozluźnienia – biurkowców z napiętą obręczą barkową i ludzi aktywnych fizycznie, u których ramiona są twardsze niż kark. Ultra pracuje mocniej i celniej niż większość bezprzewodowych masażerów karku, ale dzieje się to kosztem większych gabarytów, obowiązkowych szelek oraz znacznej ceny: aktualnie 749 zł.















