Forthing T-Five REEV | TEST

moto-przestrzen.pl 1 godzina temu

Forthing T-Five REEV to samochód marki, o której w Polsce wciąż kilka się mówi. Sam samochód jest jednak całkiem ciekawy, a przede wszystkim zastosowany tutaj napęd. Mamy technologię REEV (Range Extended Electric Vehicle), w której koła napędza silnik elektryczny, a jednostka benzynowa działa jak generator.

Efekt? Dostajemy sporą baterię, która według producenta pozwala przejechać na prądzie około 200 kilometrów, a do tego całkiem duży zbiornik paliwa. Możemy więc na co dzień jeździć jak elektrykiem, a przy dłuższej trasie nie martwić się o ładowanie.

Do tego wszystkiego dochodzi cena. Forthing T-Five REEV kosztuje 145 900 zł.

Brzmi ciekawie? Też tak pomyśleliśmy. Po kilku dniach jazdy już wiemy, gdzie tkwi problem z takim pomysłem.

Forthing T-Five REEV przyciąga wzrok

Jeśli chodzi o wygląd, Forthing T-Five REEV na pewno nie jest nudny. Ma swój charakter, szczególnie z przodu. Widać tutaj nawiązania do samochodów elektrycznych. Nie mamy dużej atrapy chłodnicy, a wloty powietrza są niewielkie. Większość przedniej części została po prostu zabudowana, co ma poprawiać aerodynamikę. Na środku znalazło się oczywiście gniazdo ładowania.

Najbardziej podobają nam się jednak przednie światła. Są smukłe i dobrze wyglądają, a niżej w zderzaku znalazły się charakterystyczne elementy przypominające kły. Do tego dochodzą niewielkie atrapy wlotów powietrza, dzięki czemu całość prezentuje się naprawdę ciekawie.

Z boku jest już trochę spokojniej. T-Five REEV wygląda jak większość współczesnych chińskich SUV-ów. Mamy delikatne przetłoczenia, plastikowe elementy i 19-calowe felgi z oponami o całkiem dużym profilu. Nie ma tutaj niczego szczególnie zaskakującego, ale wszystko dobrze ze sobą współgra.

Tył również przypadł nam do gustu. Mamy tutaj spojler dachowy, szeroką listwę świetlną i bardzo ładnie wyglądające lampy. Na dole zderzaka znalazło się dodatkowe światło, które trochę kojarzy się z rozwiązaniami stosowanymi w samochodach sportowych.

Jeśli chodzi o wymiary to Forthing T-Five REEV ma 4600 mm długości, 1860 mm szerokości i 1690 mm wysokości. Rozstaw osi wynosi 2715 mm, a prześwit 165 mm.

I tutaj konkurencja jest naprawdę spora. Pod względem wymiarów T5 REEV trafia między innymi na Chery Tiggo 7 PHEV, MG HS PHEV, Jaecoo 7 Super Hybrid, BYD Sealion 5, Kię Sportage i Hyundaia Tucsona.

Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Poprzedni 1z5 Następny

Pierwsze wrażenie jest dobre. Ale…

Pierwsze, co zwróciło naszą uwagę po wejściu do środka, to zapach. Niestety pachnie tutaj sztucznymi tworzywami. Samochód miał niespełna 4 tys. km przebiegu, więc być może z czasem ten zapach zniknie. Tym bardziej iż auto stało w słońcu, a na zewnątrz było prawie 30°C. No ale właśnie tak wyglądało pierwsze spotkanie z Forthingiem.

Następnego dnia rano, kiedy było już zdecydowanie chłodniej, tego zapachu praktycznie nie było czuć. Wygląda więc na to, iż wysoka temperatura mocno go potęgowała.

Poza tym kokpit na pierwszy rzut oka robi całkiem dobre wrażenie. Mamy duże i czytelne ekrany, osobny panel klimatyzacji, kilka fizycznych przycisków oraz sporo schowków i półeczek. Wizualnie wszystko wygląda całkiem dobrze.

Tyle iż wystarczy trochę bliżej przyjrzeć się wnętrzu, żeby znaleźć kilka rzeczy, które już nie robią tak dobrego wrażenia.

Chińskie samochody przyzwyczaiły nas do tego, iż choćby w tańszych modelach znajdziemy sporo miękkich i przyjemnych w dotyku materiałów. Tutaj jest z tym trochę gorzej. Mamy co prawda skórzane obicia, ale sporo elementów wykonano z twardego plastiku. Do tego przyciski na kierownicy działają dość ciężko.

Najbardziej irytuje nas jednak błyszczący czarny plastik na tunelu środkowym. I nie chodzi tylko o jego wygląd. Z tego samego materiału wykonano przegródkę, do której wrzucamy klucze czy inne drobiazgi.

Efekt? Wszystko podczas jazdy przesuwa się po tej powierzchni, a plastik bardzo gwałtownie zaczyna zbierać rysy. Naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego akurat tutaj zdecydowano się na takie rozwiązanie.

Szkoda, bo sam projekt kokpitu jest całkiem udany. Gdyby producent lepiej dobrał materiały i trochę bardziej przyłożył się do ich wykonania, wnętrze Forthinga T-Five REEV mogłoby zrobić znacznie lepsze wrażenie.

Tutaj ekrany nie są najważniejsze

No właśnie, bo samo wnętrze jest naszym zdaniem naprawdę interesujące i udane. Dwa duże ekrany to dzisiaj adekwatnie standard. Szkoda tylko, iż nie znajdziemy tutaj polskiego języka. Na szczęście wyświetlają sporo informacji, więc nie jest to dla nas większy problem.

Jest jednak coś co trochę nas zaskoczyło. Nasz egzemplarz nie do końca zgadzał się z tym, co producent podaje w cenniku. Według niego powinniśmy mieć tutaj automatyczną klimatyzację, podczas gdy testowany przez nas samochód miał klimatyzację manualną. Na szczęście mamy osobny panel z fizycznymi przyciskami, więc podstawowa obsługa jest dość prosta.

Co ciekawe, część ustawień znajdziemy również na ekranie dotykowym. Możemy tam zmienić niektóre funkcje klimatyzacji, ale również na przykład włączyć podgrzewanie lusterek bocznych. I tego rozwiązania zdecydowanie nie pochwalimy. Po co szukać takiej funkcji na ekranie, skoro można ją obsłużyć jednym przyciskiem? Wystarczyłoby go po prostu dodać.

Same ekrany są całkiem dobre. Grafiki wyglądają przyjemnie, a wszystko działa sprawnie. Jest jednak kolejny problem. Wyświetlacz bardzo mocno odbija światło. W słoneczny dzień potrafi to być naprawdę irytujące. Folia ograniczająca odbicia może więc gwałtownie stać się jednym z pierwszych zakupów.

Na szczęście nie musimy spędzać przy ekranie całego dnia. Forthing T-Five REEV nie ma wszystkich systemów wymaganych w tej chwili w Unii Europejskiej. Dzięki temu podczas jazdy mamy mniej komunikatów i funkcji, które trzeba od razu wyłączać.

I paradoksalnie to jeden z większych plusów. Nie musimy co chwilę przeklikiwać kolejnych menu, żeby po prostu normalnie jechać.

Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Poprzedni 1z6 Następny

Schowków tutaj nie brakuje

Poza tym znajdziemy tutaj sporo praktycznych rozwiązań. Tunel środkowy został całkiem dobrze zaprojektowany. Jest tutaj szybka ładowarka indukcyjna, choć umieszczono ją poziomo. Większość producentów montuje ładowarki tak, aby łatwiej można było odczytać coś co wyświetla się na jego ekranie, natomiast tutaj odczytanie informacji z tak położonego ekranu nie jest szczególnie wygodne.

Obok znalazło się miejsce na drobiazgi i uchwyty na napoje. Jest też pojemny schowek w podłokietniku, który dodatkowo ma funkcję chłodzenia.

Pod tunelem znajdziemy typową dla chińskich samochodów dodatkową półkę. Są tam również porty do ładowania urządzeń. Schowek przed pasażerem jest całkiem duży, a kierowca dostaje jeszcze dodatkową, pojemną skrytkę na wysokości lewego kolana.

Do tego dochodzą oczywiście kieszenie w drzwiach. Pod względem liczby miejsc na drobiazgi Forthing T-Five REEV zdecydowanie nie rozczarowuje.

Miejsca jest sporo, ale bagażnik rozczarowuje

Nie możemy też narzekać na ilość miejsca. Z przodu znajdziemy wygodne, choć może nieco zbyt twarde fotele ze zintegrowanymi zagłówkami. Mają pełną elektryczną regulację, pamięć ustawień, podgrzewanie, wentylację, a choćby masaż. I to zdecydowanie jest na plus.

Zajęcie dobrej pozycji za kierownicą może jednak chwilę potrwać. Kierownica ma regulację w dwóch płaszczyznach, ale w poziomie jej zakres jest bardzo mały. Na plus zasługują za to duże lusterka, dzięki którym widoczność podczas manewrowania jest naprawdę dobra. Tylko tutaj znowu coś czego nie rozumiemy, bo przy każdym uruchomieniu musieliśmy poprawiać lewe lusterko, które samoistnie zmieniało położenie.

Z tyłu również jest dużo miejsca. Wrażenie przestronności dodatkowo potęguje panoramiczny dach. Pasażerowie mają do dyspozycji osobne nawiewy, porty USB i szeroki podłokietnik. Jest wygodnie i tutaj naprawdę trudno się do czegoś przyczepić.

W przeciwieństwie do bagażnika. Producent podaje 480 litrów pojemności, ale mamy wrażenie, iż jest to wartość liczona aż do dachu, a nie do rolety.

Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz, która mocno nas zaskoczyła. Klapa bagażnika otwiera się i podnosi tak wolno, iż chyba w żadnym innym samochodzie nie spotkaliśmy się z czymś podobnym. Trzeba po prostu chwilę poczekać, zanim będziemy mogli sięgnąć po bagaże.

Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Poprzedni 1z4 Następny

REEV, czyli trochę inna hybryda

I właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część Forthinga T5 REEV. Mamy tutaj układ REEV, czyli rozwiązanie trochę inne niż w typowej hybrydzie plug-in.

Najważniejsza różnica jest prosta. Silnik spalinowy nie napędza kół. Zamiast tego działa jak generator i produkuje energię elektryczną. Za napęd odpowiada cały czas silnik elektryczny.

Pod maską znajdziemy benzynowe 1.5 o mocy 98 KM i momencie obrotowym 125 Nm. Do tego dochodzi silnik elektryczny, który rozwija 163 KM i 240 Nm. Producent nie podaje jednak mocy systemowej całego układu.

Do 100 km/h Forthing T5 REEV rozpędza się w 10,9 sekundy, a jego prędkość maksymalna wynosi 180 km/h. Napęd trafia na tylną oś.

Prąd dla silnika elektrycznego dostarcza akumulator o pojemności 31,94 kWh. Kiedy energii zaczyna brakować, do pracy może wkroczyć silnik benzynowy. Zbiornik paliwa ma 43 litry.

Według producenta taki zestaw pozwala przejechać łącznie niemal 1000 kilometrów. Brzmi ciekawie, ale jak to wygląda w rzeczywistości?

To właśnie postanowiliśmy sprawdzić.

Jak jeździ Forthing T-Five REEV?

Wrażenia z jazdy mocno zależą od tego, czy korzystamy z napędu elektrycznego, czy do pracy włącza się silnik spalinowy. W trybie EV jest cicho, płynnie i całkiem przyjemnie. Silnik elektryczny zapewnia spokojne ruszanie i dobrą reakcję na gaz. Właśnie wtedy Forthing pokazuje swoją najlepszą stronę.

Szkoda tylko, iż nie zawsze możemy cieszyć się takim charakterem jazdy. Kiedy samochód przechodzi w tryb HEV, do pracy włącza się silnik benzynowy i od razu robi się mniej przyjemnie. Jest głośniej, a układ napędowy traci część swojej płynności. Silnikowi brakuje też kultury pracy, do której przyzwyczaili nas inni chińscy producenci. Szczególnie mocno słychać to przy przyspieszaniu, kiedy silnik spalinowy wyraźnie daje o sobie znać.

Nie pomaga też fakt, iż Forthing T-Five REEV nie jest szczególnie dynamiczny. W trybie Normal samochód dość spokojnie nabiera prędkości, a tryb Sport poprawia reakcję na gaz, ale nie zmienia jego charakteru. Tutaj nie chodzi jednak o osiągi. Ten samochód zdecydowanie bardziej pasuje do spokojnej jazdy niż do dynamicznego pokonywania kolejnych kilometrów.

I właśnie dlatego dobrze współgra z nim zawieszenie. Jest miękkie i całkiem dobrze radzi sobie z nierównościami, więc podczas spokojnej jazdy po mieście czy lokalnych drogach jest po prostu wygodnie. Kiedy jednak spróbujemy pojechać szybciej, gwałtownie wychodzi na jaw, iż nie jest to samochód stworzony do dynamicznej jazdy. Nadwozie wyraźnie przechyla się w zakrętach, a kierowca dość gwałtownie ma ochotę odpuścić taką jazdę.

Na autostradzie ten charakter staje się jeszcze bardziej widoczny. Przy wyższych prędkościach zaczyna brakować mocy, a kiedy chcemy mocniej przyspieszyć, robi się głośno i kilka się dzieje. Słychać wtedy zarówno silnik spalinowy, jak i więcej hałasu dochodzącego z zewnątrz.

Dlatego najlepiej czujemy się nim w mieście i na spokojniejszych drogach. W takich warunkach możemy korzystać z tego, co T-Five REEV ma najlepsze: płynnej jazdy elektrycznej, miękkiego zawieszenia i spokojnego charakteru.

Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Poprzedni 1z5 Następny

Adaptacyjny tempomat to słaby punkt

A skoro już mowa o jeździe, to musimy wspomnieć o systemach wspomagających kierowcę. Tutaj jest naprawdę słabo. Dawno nie jeździliśmy samochodem, w którym adaptacyjny tempomat zostawiałby przed sobą tak ogromną przerwę.

I nie, nie wybraliśmy największego odstępu. choćby na najmniejszym ustawieniu Forthing potrafi trzymać około 100 metrów od poprzedzającego samochodu. Możecie sobie wyobrazić, jak wygląda taka jazda na polskich drogach. Wystarczy chwila i ktoś bez problemu wjedzie przed nas.

Jeszcze gorzej robi się chwilę później. jeżeli ktoś wjedzie przed nas, ale jedzie dużo szybciej i gwałtownie się oddala, system potrafi mimo wszystko nagle zwolnić. Potem zaczyna powoli wracać do ustawionej prędkości. Zamiast pomagać, zaczyna więc po prostu przeszkadzać.

My oczywiście korzystaliśmy z tego systemu, bo chcieliśmy go dokładnie sprawdzić. Na co dzień raczej nie mielibyśmy jednak ochoty tak jeździć. Taka jazda po prostu bardziej irytuje, niż pomaga.

Do tego adaptacyjny tempomat działa maksymalnie do 130 km/h. Przy tak dużym odstępie od poprzedzającego samochodu trudno więc uznać go za szczególnie udany element wyposażenia.

Zużycie energii i zasięg? Tutaj robi się ciekawie

I tutaj chcielibyśmy wam napisać, ile energii zużywa Forthing T-Five REEV. Tyle iż jest z tym mały problem. Komputer pokładowy bardzo dziwnie liczy zużycie energii. jeżeli stoimy, samochód tego nie uwzględnia. Możemy więc przez godzinę stać z włączonym ogrzewaniem, a komputer przez cały czas będzie pokazywał 0 kWh/100 km.

Dlatego z jego wskazań kilka można wywnioskować.

Producent podaje zużycie na poziomie 16 kWh/100 km. Przy baterii 31,94 kWh ma to dawać około 200 km zasięgu. My odebraliśmy samochód z baterią naładowaną do 79 proc. i zasięgiem 142 km.

W praktyce wyszło trochę gorzej. Silnik spalinowy włączył się przy 4 proc. baterii, a na prądzie przejechaliśmy 106 km. Gdyby więc przeliczyć to na pełną baterię, wychodzi około 130–150 km.

I to przy spokojnej jeździe, głównie w terenie zabudowanym, w niemal idealnych warunkach pogodowych. Na obwodnicy czy autostradzie wynik będzie zdecydowanie gorszy. Przy 90 km/h aktualne zużycie wynosiło około 20 kWh/100 km, a przy 100 km/h było to już około 22–24 kWh/100 km. Te wartości trzeba traktować orientacyjnie, bo jak już wspomnieliśmy, komputer nie pokazuje prawidłowego średniego zużycia. Sprawdzaliśmy to analizując bieżące zużycie energii kilka razy i wyniki były bardzo podobne.

Sam zasięg elektryczny to jeszcze nie koniec historii. Ciekawiej robi się wtedy, kiedy bateria się rozładuje.

Wtedy Forthing zaczyna spalać naprawdę sporo paliwa. W mieście było to około 8 l/100 km. Do tego dochodził hałas silnika, który pracował również po to, żeby doładowywać baterię.

Przy 100 km/h sytuacja wyglądała podobnie. Samochód przez cały czas ładował baterię, było głośno, a spalanie wynosiło około 9 l/100 km. Co ciekawe, przy 120 km/h było lepiej. Forthing przestawał wtedy ładować baterię, robiło się ciszej, a spalanie spadało do około 8 l/100 km.

Dlatego w przypadku tego samochodu naprawdę warto mieć możliwość regularnego ładowania. Najlepiej sprawdza się wtedy, kiedy większość codziennych tras pokonujemy na prądzie.

Jeśli chodzi o samo ładowanie, pokładowa ładowarka AC ma moc 6,6 kW. Od 5 do 100 proc. ładowanie zajmuje około 5,5 godziny. Na szybkiej ładowarce DC uzupełnienie energii z 30 do 80 proc. trwa około 30 minut.

Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Forthing T-Five REEV
Poprzedni 1z5 Następny

Ile kosztuje Forthing T-Five Reev?

W przypadku Forthinga T5 REEV wybór jest prosty, bo w Polsce dostępna jest tylko jedna wersja. Jej cena katalogowa wynosi 159 900 zł, ale w tej chwili w promocji samochód można kupić za 145 900 zł.

Lista dodatkowo płatnych opcji również jest krótka. Za 2900 zł możemy wybrać lakier Graphite Grey lub Jade Green. Dostępne są też lakiery dwukolorowe, za które trzeba zapłacić 5400 zł. Do wyboru są wtedy warianty Grey, M4 Green, White i Red. Czarny Black jest bez dopłaty.

Możemy również zmienić kolor tapicerki. W standardzie jest czarna, natomiast za wersję Camel trzeba dopłacić 1500 zł. Poza tym większych możliwości konfiguracji tutaj nie ma.

Wyposażenie obejmuje między innymi adaptacyjny tempomat, asystenta utrzymania pasa ruchu, monitorowanie martwego pola oraz kamery 360 stopni. Są też tylne czujniki parkowania, kamera cofania i reflektory LED.

W środku znajdziemy 8,8-calowy cyfrowy zestaw wskaźników, bezprzewodowy Apple CarPlay i Android Auto oraz ładowarkę indukcyjną. Klimatyzacja jest automatyczna, ale jednostrefowa.

Na pokładzie są również elektrycznie regulowane przednie fotele z pamięcią ustawień, Auto Hold, system bezkluczykowy i elektrycznie sterowana klapa bagażnika. Lusterka są elektrycznie regulowane i podgrzewane.

Całość uzupełniają panoramiczny dach, tapicerka ze sztucznej skóry i 19-calowe felgi. Nie ma więc zbyt wielu elementów, które możemy tutaj dowolnie konfigurować.

Forthing trafia w niszę

Znalezienie bezpośredniej konkurencji dla Forthinga T-Five REEV nie jest łatwe. Napęd REEV to wciąż nisza, a w podobnych samochodach chińskie i europejskie marki stawiają przede wszystkim na hybrydy plug-in.

Jeśli więc porównamy Forthinga z PHEV-ami, jego cena nie wygląda już aż tak atrakcyjnie. BYD Seal U DM-i w obecnej promocji kosztuje od 152 100 zł, MG HS PHEV od 145 500 zł, a Chery Tiggo 7 PHEV od 120 900 zł.

Naszym zdaniem każdy z tych samochodów jest bardziej dopracowany od Forthinga. T-Five ma jednak coś, czego konkurenci nie oferują. Trafia w konkretną niszę i pozwala przejechać sporą część trasy na napędzie elektrycznym, bez konieczności stosowania ogromnej baterii.

Tylko czy naprawdę jest to dzisiaj aż tak duża przewaga? Nowoczesne hybrydy plug-in bez większego problemu potrafią przejechać na prądzie około 100 kilometrów, a więc dla wielu kierowców będzie to wystarczający wynik do codziennej jazdy.

Forthing ma więc swój największy argument w postaci nietypowego napędu. Pytanie tylko, czy to wystarczy, żeby wybrać go zamiast bardziej dopracowanego PHEV-a.

Forthing T-Five REEV – nasza opinia

Pod względem designu Forthing T-Five REEV robi dobre wrażenie. Może nie aż tak dobre jak benzynowy T-Five, który do złudzenia przypomina Lamborghini Urusa, ale trudno odmówić mu urody. Do tego dostajemy przestronne wnętrze, bogate wyposażenie i nietypowy układ napędowy.

Tyle iż z tego rozwiązania skorzysta niewielu klientów. W naszym teście realny zasięg elektryczny wyniósł około 150 kilometrów. Taki samochód miałby więc najwięcej sensu dla kogoś, kto codziennie pokonuje spore odległości, ale chce mieć spokojną głowę, iż po rozładowaniu baterii może po prostu zatankować i jechać dalej.

Tylko iż za około 150 tys. zł możemy już przebierać w chińskich hybrydach plug-in. Wiele z nich oferuje około 100 km zasięgu elektrycznego, a przy okazji jest po prostu bardziej dopracowanych.

I tutaj dochodzimy do największego problemu Forthinga. To nie jest zły samochód, ale jego układ napędowy jest mało efektywny i po rozładowaniu baterii traci sens. Do tego dochodzi przeciętna dynamika, słabsza kultura pracy silnika spalinowego i kilka niedopracowanych rozwiązań.

Dlatego Forthing T-Five REEV jest dla nas przede wszystkim ciekawostką. Pomysł jest interesujący, ale przy obecnych możliwościach samochodów elektrycznych i ogromnym wyborze chińskich PHEV-ów trudno znaleźć mocny argument, żeby wybrać właśnie jego.

Forthing T-Five REEV – dane techniczne:
Silnik benzynowy
Silnik: benzynowy, wolnossący, pojemność 1497 ccm
Maksymalna moc: 98 KM
Maksymalny moment obrotowy: 125 Nm
Silnik elektryczny
Moc maksymalna silnika: 163 KM
Maksymalny moment obrotowy: 240 Nm
Skrzynia biegów i napęd: automatyczna, napęd na tylne koła
Przyspieszenie 0 – 100 km/h: 10,9 s
Prędkość maksymalna: 180 km/h
Średnie zużycie paliwa (akumulator rozładowany): 5,5 l/100 km
Pojemność zbiornika paliwa: 43 l
Wymiary (dł./wys./szer.): 4600/1690/1860
Pojemność bagażnika: 480 l
Idź do oryginalnego materiału