Fani Ferrari krytykowali pierwszy elektryczny model. Klienci wykupili go na dwa lata

moto-przestrzen.pl 3 godzin temu

Nie każde Ferrari musi podobać się wszystkim. W przypadku pierwszego elektrycznego modelu marki internetowa dyskusja była wyjątkowo gorąca. Luce spotkało się z krytyką miłośników tradycyjnych samochodów z Maranello, a jego stylistyka wywołała sporo kontrowersji. Można było odnieść wrażenie, iż producent postawił na rozwiązanie, którego nie wszyscy chcą. Tymczasem rzeczywistość okazała się dla Ferrari całkiem przyjemna. Firma potwierdziła, iż wszystkie egzemplarze Luce zaplanowane do sprzedaży w 2027 roku mają już swoich nabywców.

Internet nie był zachwycony pierwszym elektrycznym Ferrari

Ferrari przez lata budowało swoją pozycję na silnikach spalinowych, charakterystycznym brzmieniu i samochodach, które dla wielu osób stanowiły motoryzacyjne marzenie. Nic więc dziwnego, iż zapowiedź całkowicie elektrycznego modelu wywołała mieszane reakcje. Dla części fanów sama zmiana napędu była trudna do zaakceptowania. Jeszcze więcej dyskusji przyniosła jednak stylistyka samochodu.

Ferrari Luce zadebiutowało w maju 2026 roku i od razu stało się jednym z najczęściej komentowanych projektów marki. Samochód wyraźnie odbiega od dotychczasowego wizerunku włoskiego producenta. Nie przypomina typowego, nisko zawieszonego sportowego Ferrari, a jego projekt wywołał falę krytycznych komentarzy i internetowych żartów.

Za stylistykę odpowiadał między innymi zespół LoveFrom, związany z byłym szefem projektowania Apple, Jonym Ive’em. To właśnie nietypowe podejście do wyglądu i charakteru samochodu sprawiło, iż Luce od początku wzbudzało tak skrajne emocje.

Można było zastanawiać się, czy tak duże odejście od tradycji nie okaże się dla Ferrari problemem. Najnowsze informacje sugerują jednak, iż przynajmniej zainteresowanie zakupem nie jest przeszkodą.

Ferrari Luce wyprzedane na 2027 rok

Podczas prezentacji wyników finansowych za trzeci kwartał 2026 roku szef Ferrari Benedetto Vigna przekazał, iż wszystkie samochody, które producent planuje sprzedać w 2027 roku, zostały już przydzielone klientom. Firma jest zadowolona z przyjęcia swojego pierwszego elektrycznego modelu i nie widzi w tej chwili istotnych problemów ani po stronie popytu, ani produkcji.

Co ciekawe, zainteresowanie może jeszcze wzrosnąć. Ferrari planuje bowiem jazdy testowe dla klientów na 2027 rok. Producent liczy, iż bezpośredni kontakt z samochodem przekona kolejne osoby, które do tej pory nie miały okazji poznać Luce z bliska.

Nie wiadomo jednak, ile dokładnie egzemplarzy obejmuje przyszłoroczna pula. Ferrari nie ujawniło konkretnego celu sprzedażowego dla tego modelu. Dlatego informację o wyprzedaniu produkcji trzeba traktować z odpowiednim kontekstem. W przypadku tak ekskluzywnej marki liczba samochodów przeznaczonych na rynek jest ograniczona.

Pierwsze egzemplarze mają trafić do klientów jeszcze pod koniec 2026 roku. Osoby, które dopiero teraz zainteresują się zakupem, muszą więc liczyć się z oczekiwaniem.

To nie jest Ferrari, do którego przyzwyczaiła nas marka

Luce ma być czymś więcej niż kolejnym modelem z nowym rodzajem napędu. To samochód, którym Ferrari otwiera zupełnie nowy rozdział swojej historii. Czterodrzwiowe nadwozie i pięć miejsc pokazują, iż producent nie zamierza ograniczać się do klasycznych, dwumiejscowych sportowych konstrukcji.

Projekt od początku budził pytania o to, jak daleko Ferrari może odejść od własnego DNA, nie tracąc przy tym wyjątkowego charakteru. Właśnie dlatego Luce stało się tak interesującym tematem. Nie chodzi wyłącznie o elektryfikację, ale również o zmianę podejścia do tego, czym może być samochód tej marki.

Ferrari nie zamierza zresztą porzucać pozostałych rodzajów napędu. Producent rozwija samochody spalinowe i hybrydowe, a jednocześnie przygotowuje kolejne modele elektryczne. Zgodnie z przyjętą strategią do 2030 roku samochody w pełni elektryczne mają stanowić 20 proc. gamy marki.

Klienci odpowiedzieli inaczej niż internauci

Historia Ferrari Luce pokazuje, jak duża potrafi być różnica między internetową dyskusją a rzeczywistymi decyzjami zakupowymi. W komentarzach można było znaleźć sporo sceptycyzmu, ale klienci najwyraźniej nie podzielili wszystkich tych obaw.

Nie oznacza to oczywiście, iż kontrowersje wokół samochodu zniknęły. Dopiero gdy Luce trafi do większej liczby właścicieli i pojawi się na drogach, będzie można ocenić, jak został przyjęty w praktyce. Na razie Ferrari ma jednak powód do zadowolenia.

Jest w tym również pewien paradoks. Samochód, który miał być dla części fanów zbyt dużym odejściem od tradycji, już teraz nie ma wolnych miejsc w przyszłorocznym planie sprzedaży. A zainteresowanie może jeszcze wzrosnąć, kiedy kolejni klienci usiądą za jego kierownicą.

Idź do oryginalnego materiału