
Wiecie, iż nie od dziś interesuję się motoryzacją. Z racji mojego technologicznego backgroundu, od klasycznej mechaniki zawsze bardziej interesowała mnie wszyta w pojazdy cyfrowa technika, która w teorii ma służyć naszemu bezpieczeństwu.
Niedawno wpadł mi w ręce opublikowany przez Auto Świat „Wielki Test” dziesięciu SUV-ów z segmentu D. Przeanalizowałem te wyniki i mam kilka bardzo konkretnych wniosków. Pokazują one dobitnie, gdzie współczesna branża motoryzacyjna skręca w ślepą uliczkę.

BYD Seal U (fot. materiały prasowe)
Zderzenie ekranów z rzeczywistością
Najbardziej uderzająca w całym zestawieniu jest spektakularna wpadka naszpikowanego nową technologią BYD Seal-U. To auto wyposażone w wielki, obrotowy tablet, uzbrojone po zęby w kamery i asystentów jazdy. Wydawałoby się, iż taki cyfrowy purysta zahamuje w miejscu na widok najmniejszego zagrożenia.
Tymczasem w teście awaryjnego hamowania przed przeszkodą, ten nowoczesny SUV zdobył okrągłe zero punktów. Samochód uderzył w barierę, oblewając próbę zarówno przy 30, jak i przy 40 km/h. Auto Świat określa te okoliczności mianem „dziwnych” i choć z samego testu nie dowiemy się, czy zawiódł radar, fuzja sensorów, czy kalibracja układu hamulcowego, to płynie z tego mocny wniosek: obecność dziesiątek kamer i imponujących interfejsów nie gwarantuje skutecznego działania sprzętu w ułamku sekundy, w którym naprawdę go potrzebujemy.

Volvo XC60 (fot. materiały prasowe)
Metodologiczna łamigłówka i zimówki latem
Samo zestawienie badanych aut to zresztą fascynująca łamigłówka. Zestawiono w nim ciężkie hybrydy plug-in (PHEV) z klasycznymi układami (HEV) oraz miękkimi hybrydami (MHEV). Wymieszano napędy na jedną i na obie osie. Wisienką na torcie był chiński BAIC 7, który przy temperaturze około 20 stopni Celsjusza wyjechał na tor w oponach zimowych.
Brzmi jak absurdalny błąd? Niekoniecznie. Trzy z czterech prób odbywały się na mokrej nawierzchni. Instruktorzy Toru Modlin zauważyli, iż zimowa mieszanka i specyfika bieżnika mogły na stojącej (to istotny szczegół! Stojąca woda to coś więcej niż po prostu mokry asfalt) wodzie działać wręcz na korzyść tego auta. To pokazuje szerszy kontekst: po raz kolejny dostajemy test, w którym niesamowicie trudno oddzielić adekwatności samej konstrukcji od konfiguracji wybranej przez producenta. Z drugiej strony, ma to swój sens – testowano dokładnie to ogumienie i układy, które dostaje klient wyjeżdżający z salonu. Moim zdaniem to słuszne podejście, bo można wiele pisać o ujednoliceniu warunków testu (np. to samo, topowe ogumienie na każdy model), ale rzeczywistość jest jaka jest: ilu kierowców purystycznie podchodzi do kwestii wyboru opon? Zwłaszcza w nowym aucie, które przecież wyjechało z salonu na nowych gumach?

Toyota RAV4 HEV Executive (fot. Dariusz Hałas / iMagazine.pl)
Tam, gdzie dyskretna technologia ratuje życie
Na drugim biegunie znalazła się Toyota RAV4. Wersja, którą wzięto na warsztat, to klasyczna hybryda (HEV) wyposażona w napęd na cztery koła (AWD). Bądźmy szczerzy – japońskie multimedia rzadko wygrywają konkursy piękności. Jednak na torze okazało się, iż to właśnie ten SUV wygrał całe zestawienie z 14 punktami na koncie. RAV4 jako jedyne auto w stawce zaliczyło ekstremalną próbę testu łosia przy 80 km/h i ex aequo z BYD-em najlepiej poradziło sobie na mokrym zakręcie. Tyle, iż BYD nie zwolnił przed przeszkodą, Toyota RAV4 zrobiła to za każdym razem.
Toyota RAV4 2026 – mniej koni, więcej samochodu
To zwycięstwo nie udowadnia wyższości jednej linijki kodu nad drugą. Pokazuje potęgę synergii: sprawnego napędu AWD, odpowiedniej kalibracji ESP, balansu masy, geometrii i dyskretnego oprogramowania, które pozwala opanować fizykę. Z tą samą fizyką przegrała za to wyraźnie nadsterowna Mazda CX-5. Warto jednak odnotować solidne, trzecie miejsce chińskiego Chery Tiggo 8, co stanowi mocne zaskoczenie tego testu. Za to zaskoczeniem nie jest drugie miejsce: Volvo XC60. Szwedzka marka przecież ma bezpieczeństwo w swoim DNA. Szczerze? Jestem zdziwiony, iż nie zdobyła pierwszego miejsca. Tym większe gratulacje dla Japończyków.
Ładne widoczki, zaawansowane animacje i wirtualnych asystentów chcę mieć w salonowym telewizorze. Od samochodu oczekuję przewidywalności i bezpieczeństwa. Zanim zachwycisz się pstrokatym ekranem z widoczkiem gór czy jezior, pamiętaj: w ulewnym deszczu to nie rozdzielczość wyświetlacza utrzyma cię na drodze, ale dopracowana mechanika i nudny, niewidzialny kod, który pracuje w tle, realnie asekurując cię w chwili prawdziwego zagrożenia.
Jeśli artykuł Cyfrowa iluzja bezpieczeństwa. Kiedy tablety na kołach przegrywają z fizyką nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

1 godzina temu












