Chińska Tesla wjeżdża do Polski. Jako pierwsi sprawdzamy jej limuzynę o sportowym charakterze

17 godzin temu
Xpeng to ta firma z Chin, której najbliżej do Tesli, też jest stosunkowo nowym graczem na rynku i także koncentruje się bardziej na technologii niż samych samochodach, bowiem oprócz nich mocno inwestuje w pasażerskie drony czy roboty humanoidalne. W przyszłym roku zamierza choćby produkować pojazd, który można nazwać lądowym lotniskowcem, bowiem to samochód, który niejako w bagażniku przewozi elektryczny pionowzlot.


Idealne rozwiązanie dla kogoś, kto z daleka chce się dostać do centrum zatłoczonego miasta. Do przedmieść dojeżdża na kołach, a ostatni odcinek, który jest zwykle tym najbardziej zatłoczonym, pokonuje w powietrzu, omijając korki. Tak, takie wizje już niedługo będą rzeczywistością.

Co więcej, choćby ta część podróży, która odbywa się na kołach, nie będzie taka jak dzisiaj, bowiem Xpeng bardzo intensywnie rozwija systemy autonomicznej jazdy i jest jednym z liderów w tej dziedzinie. Oczywiście sam pasażerski dron także będzie wykonywać lot bez pilota. Od niedawna wiemy, iż marka ta wchodzi na polski rynek.

Dzięki uprzejmości niemieckiego oddziału Xpeng mogłem przetestować jeden z trzech dostępnych modeli przed premierą w naszym kraju. P7 to limuzyna o długości 4,9 m, która wyróżnia się bardzo ciekawą stylistyką. Najbardziej rzucają się w oczy przednie i tylne światła podzielone na dwa segmenty w taki sposób, aby stworzyć literę X.

Samochód ma bardzo dynamiczne linie i w czasie testu zauważyłem, iż podobał się innym kierowcom i przechodniom. Często też byłem zaczepiany na postoju i słyszałem pytania co to za marka i czy będzie dostępna w Polsce. Wnętrze natomiast już zdecydowanie bardziej przypomina europejskie samochody.

W wersji, którą miałem przyjemność jeździć, było całe czarne i dobrze, iż dzięki obecności szklanego dachu w środku nie było za ciemno. Natomiast gorzej, iż nie ma możliwości jego zasłonięcia. W lecie może to powodować niepotrzebne nagrzewanie się środka i zwiększone zapotrzebowanie na prąd do klimatyzacji. To, co natomiast jest warte podkreślenia to jakość wykonania.

Materiały są miękkie i przyjemne w dotyku, a wszystko, co powinno się poruszać, robi to w bardzo przyjemny sposób z wyczuwalnym oporem. W odwrotną stronę też jest dobrze, nie znalazłem nic, co się rusza, a nie powinno. Firma, idąc śladem Tesli całą obsługę auta, a przynajmniej jej większość, przeniosła na ekran dotykowy.

Na szczęście po uwagach od klientów wprowadzili interesujące ułatwienie. dzięki przycisków na kierownicy można regulować temperaturę i intensywność nawiewu. To jeden z przykładów możliwości samochodów definiowanych softwarowo. Te przyciski, pierwotnie przeznaczone tylko do obsługi komputera pokładowego, dzięki aktualizacji systemu zyskały dodatkowe funkcje, wystarczy po prostu dłużej je przytrzymać.

Sam system infotainment jest naprawdę niezły, choć znowu widać sporą inspirację firmą na "T", na szczęście He Xiaopeng, czyli założyciel i prezes firmy, nie poszedł aż tak ekstremalnie jak Elon Musk i auta tej marki są wyposażone w zestaw wskaźników przed kierowcą. Natomiast żaden model Xpenga nie jest wyposażony w HUD, czyli wyświetlacz przezierny na przedniej szybie.

Po moim pytaniu na ten temat, przedstawiciel firmy odpowiedział mi, iż według nich to rozwiązanie rozprasza uwagę kierowcy. To bardzo ciekawe, bowiem uważam, iż jest dokładnie na odwrót. Możliwość sprawdzenia najważniejszych parametrów auta bez odrywania wzroku od drogi tylko poprawia bezpieczeństwo.

To, co jest wadą, to brak obsługi Androida Auto i Apple CarPlay, aczkolwiek samochód ma dostać tę opcję w ramach aktualizacji software. Ten problem nie dotyczy nowszych modeli, czyli G9 i G6. Miejscem, w którym widać słabość tej konstrukcji jest ilość miejsca. Auto jest długie, ale nie bardzo przekłada się to na przestronność, miejsca niby nie brakuje, ale w krótszej o 20 cm Tesli Model 3 jest go więcej, i to w każdym kierunku.

Co więcej, bagażnik też nie jest szczególnie wielki, 440 litrów to wartość typowa dla aut kompaktowych. Brakuje także schowka pod podłogą i dodatkowego miejsca pod maską, które ma większość aut zbudowanych tak jak P7 od początku jako elektryki. To szczególnie kłopotliwe w aucie elektrycznym gdzie musimy mieć miejsce, aby przewozić kabel do ładowania i ładowarkę do gniazda 230 albo 400 V. Z drugiej strony nie sposób nie docenić wygody wszystkich czterech foteli wykonanych z syntetycznej skóry. choćby parę godzin za kierownicą jest przyjemnością.

Tym bardziej iż samo auto jeździ naprawdę bardzo przyjemnie. Ja testowałem podstawową odmianę wyposażoną w jeden silnik elektryczny o mocy 267 KM napędzający tylną oś. Zapewnia on przyspieszenie do setki na poziomie 6,7 sekundy i zapewnia więcej niż wystarczającą dynamikę jazdy. Oczywiście dla tych, którzy zawsze chcą więcej, istnieje odmiana Performance z napędem na cztery koła i mająca dwieście koni więcej, tutaj już osiągi są godne Ferrari czy innych super aut.

Jednak choćby w standardowej odmianie wykorzystujemy pełną moc bardzo rzadko, za to na co dzień docenimy świetne zestrojenie pedału przyspieszenia, hamulca oraz systemu odzysku energii. Wszystkie te trzy rzeczy współpracują naprawdę idealnie, dając niesamowicie płynną jazdę. Mamy także do dyspozycji tryb pozwalający zwolnić aż do pełnego zatrzymania, dzięki temu hamulec naciskamy tylko w sytuacjach awaryjnych.

Widać, iż Xpeng jest ekspertem od napędów elektrycznych. P7 ma dość nietypowo dla chińskich aut zestrojony układ jezdny, amortyzatory i sprężyny są ustawione, tak by dawać pewne prowadzenie i dobre czucie tego co się dzieje na styku opon z nawierzchnią drogi. To naprawdę odróżnia Xpenga od większości aut z Kraju Środka, które zwykle są nastawione na maksymalny komfort jazdy kosztem możliwość szybkiego pokonywania zakrętów.

Jeśli wielbiciel BMW będzie chciał zmienić auto na chińskie, to właśnie ta marka będzie dla niego najlepszym wyborem. Tym bardziej iż akustycznie auto jest naprawdę dopracowane, choćby jazda z prędkością maksymalną, 200 km/h, nie powoduje nadmiernego hałasu. Cóż testowanie auta w Niemczech ma swoje zalety i pozwala sprawdzić je w okolicznościach, które nie są łatwo dostępne w Polsce.

Pomimo iż P7 jest najstarszym samochodem Xpeng w ofercie to technologia napędu jest na bardzo przyzwoitym poziomie. Bateria ma 82,7 kWh użytecznej pojemności i może się ładować z mocą 186 kW. Dzięki temu uzupełnienie prądu od 10 do 80 proc. na szybkiej ładowarce potrwa 26 minut. To bardzo dobry wynik, jak na samochód działający na architekturze 400 V, choć trzeba przyznać, iż inne modele tej marki radzą sobie jeszcze lepiej.

Xpeng G6 i G9 w wersji dostępnej w Europie potrzebują na to 20 minut, a ich najnowsze odmiany zaprezentowane właśnie w Chinach już tylko 12 minut. Tak, mamy już takie czasy i taką technologię, iż ładowanie auta elektrycznego zajmuje tyle samo czasu, co uzupełnienie baku paliwem i pójście do kasy, aby dowiedzieć się jaki sos do hot-doga wybrała osoba stojąca przed nami a na koniec wreszcie zapłacić za benzynę czy olej napędowy.

Ciekawostką jest fakt, iż klapka portu ładowania jest otwierana i zamykana elektrycznie, niby drobiazg, ale bardzo przydatny. Bowiem z racji umiejscowienia ładowarki względem miejsca parkingowego kierowcy aut elektrycznych często odkładają końcówkę do ładowania na uchwyt i wsiadają na miejsce kierowcy, zapominając zamknąć klapkę. Mnie po trzech latach jazdy autem elektrycznym wciąż potrafi się to zdarzyć.

Tutaj problem rozwiązuje się sam. Typowo dla aut z Chin P7 wspiera system V2L, czyli na postoju możemy zasilać urządzenia elektryczne, korzystając z prądu zgromadzonego w baterii. Ponieważ mamy do dyspozycji moc 3,3 kW to choćby w wypadku awarii zasilania w domu możemy utrzymać przy pracy lodówkę, oświetlenie i inne niezbędne urządzenia. Korzystając z V2L zagotujemy wodę w czajniku czy zrobimy kawę w ekspresie, aczkolwiek z uruchomieniem co najmniej dwóch palników na kuchence indukcyjnej może być już problem.

Mój znajomy, który mieszka w Australii, podzielił się ze mną historią, w której auto z tym systemem pozwoliło zasilić urządzenia do dializy krwi kiedy padło zasilanie. Dzięki temu chora osoba nie musiała być transportowana do szpitala. Xpeng P7 jest też całkiem nieźle zoptymalizowany pod względem energooszczędności. Pomimo słabej pogody w trakcie testu, od 3 do 7 stopni Celsjusza na plusie, średnie zużycie prądu wyniosło 19,5 kWh na 100 kilometrów. Pozwala to przejechać ponad 420 kilometrów na jednym ładowaniu.

Na pewno w osiągnięciu tak dobrego wyniku pomógł fakt, iż ten samochód to limuzyna, a nie SUV, więc opór powietrza jest zdecydowanie mniejszy. Xpeng P7 jest dostępny w dwóch wersjach wyposażenia, Long Range oraz Performance, ta druga od testowanej różni się tylko napędem na cztery koła.

Ceny w Niemczech wynoszą odpowiednio 49 i 59 tysięcy euro. Sporo wyposażenia jak kamery 360 stopni, aktywny tempomat czy szklany dach jest już w standardzie. Natomiast jeżeli chcemy dokupić pakiet z lepszym zestawem audio, tapicerką z perforowanej skóry, wentylacją siedzeń oraz systemem dociągania drzwi, to jego koszt wynosi 4 tysiące euro. Auto jest więc trochę droższe od Tesli Model 3 czy BYD Seal, ale z drugiej strony jest też od nich sporo większe.

Najbardziej zbliżonym konkurentem dla Xpenga P7 jest VW ID7. Auto z Wolfsburga jest dużo droższe, ale z drugiej strony można na niego dostać rabaty i atrakcyjne finansowanie. Ogólnie ze wszystkich modeli tej marki P7 jest tym, który sprzedaje się najgorzej. Widać to po danych z Niemiec i innych krajów, więc w Polsce prawdopodobnie będzie tak samo. Mamy już taki rynek, iż klienci kochają SUV-y i to właśnie je kupują najchętniej.

Dlatego myślę, iż hitem w naszym kraju będzie model G6. To najlepszy kompromis między ceną a tym, co oferuje. A P7 będzie dobrym wyborem dla tych, którzy nie ulegli modzie na pseudo terenówki, a chcą jeździć czymś bardziej oryginalnym niż VW i mniej kontrowersyjnym niż Tesla. Ciekawostką, która wyszła na jaw dosłownie w ostatnich dniach, jest fakt, iż samochody tej marki mogą niedługo zyskać plakietkę made in EU.

Bowiem według plotek Xpeng porozumiał się z firmą Magna co do montażu aut w jej zakładzie w Grazu, cel tego przedsięwzięcia jest jasny, pozwala to uniknąć płacenia ceł wprowadzonych przez Komisję Europejską na elektryczne samochody z Chin. Co interesujące podobno pierwsze Xpengi z Austrii mają zjechać z taśm produkcyjnych już w czerwcu tego roku.

Taka szybkość sugeruje, iż nie chodzi o pełny proces produkcyjny tylko montaż samochodów z gotowych zestawów. Cóż, od czegoś trzeba zacząć, ale mam nadzieję, iż im większe będzie zapotrzebowanie na auta tej marki na naszym kontynencie, tym większe będzie zaangażowanie marki w pełny proces produkcji oraz transfer technologii na nasz kontynent.

Idź do oryginalnego materiału