Kiedy myślisz Formuła 1, przed oczami natychmiast pojawia się jeden kolor: głęboka, lśniąca czerwień. Scuderia Ferrari to jednak znacznie więcej niż tylko historyczny zespół wyścigowy; to niemal religia, duma całych Włoch i absolutny, nierozerwalny fundament królowej sportów motorowych. Dlatego wizyta na GP Włoch na Monzy sprawiła, iż wzięło mnie na wspominki. I chociaż na podium nie stanął ani Charles Leclerc, ani Lewis Hamilton, to mimo wszystko było co świętować, bo po 50 latach na Monzy znowu wygrał Włoch: Kimi Antonelli.