Segment małych miejskich elektryków dynamicznie się powiększa. Jeszcze niedawno wybór był ograniczony, a dziś na rynku jest już m.in. Dacia Spring, Hyundai Inster, Renault 5 E-Tech czy Renault 4 E-Tech. Jednak to testowany przez nas model robi największą furorę. Pewnie tego nie wiedzieliście, ale BYD Dolphin Surf to trzeci najlepiej sprzedający się elektryk w Polsce, z wynikiem blisko 2 tys. egzemplarzy w roku 2025.





Ceny startują od 97 700 zł za wersję podstawową. Nie jest to najniższa cena na rynku, ale Dolphin Surf należy do jednych z najbardziej przystępnych cenowo samochodów elektrycznych. Czy cena to jego największa zaleta? Sprawdziliśmy to w czasie zimowego testu i mamy kilka spostrzeżeń.
Design, który przyciąga uwagę
Pod względem wymiarów BYD Dolphin Surf idealnie trafia w segment miejskich samochodów. Ma 3990 mm długości, 1720 mm szerokości i 1590 mm wysokości, a rozstaw osi wynosi 2500 mm — czyli dokładnie tyle, ile potrzeba, żeby w mieście było zwrotnie, ale w środku wciąż całkiem przestronnie.
W praktyce jest trochę większy od Renault 5 E-Tech, wyraźnie dłuższy od Hyundaia Instera i rozmiarowo bardzo blisko mu do miejskich hatchbacków pokroju Grande Pandy. Dla łatwiejszego porównania — jest większy od Swifta, ale wciąż nieco mniejszy niż Fabia czy Jazz. Czyli klasyczny środek segmentu B.
Stylistycznie może nie robi takiego „wow” jak nowe elektryczne Renault, ale wygląda świeżo i nowocześnie — zdecydowanie ciekawiej niż Dacia Spring. Szczególnie w żółtym lakierze ma w sobie coś sympatycznego i młodzieżowego, co sprawia, iż łatwo go zauważyć na ulicy.
Z przodu mamy wąskie reflektory z LED-owymi światłami dziennymi i prostą maskę z dużym logo BYD. Niżej pojawia się sporo czarnego plastiku w zderzaku — wygląda to nie tylko stylistycznie, ale też praktycznie, bo to element najbardziej narażony na parkingowe przygody.
Z boku auto prezentuje się chyba najciekawiej. Są wyraźne przetłoczenia, lekko zwężająca się linia okien i klasyczne klamki, co dziś już nie jest takie oczywiste. W standardzie dostajemy 16-calowe felgi aluminiowe, a na dachu pojawia się też płetwa rekina.
Tył jest mocno ścięty, żeby wygospodarować jak najwięcej miejsca w środku. Mamy tu małą szybę, szerokie lampy połączone listwą świetlną i spory spojler. Całość wygląda trochę jak z kreskówki — ale w pozytywnym sensie, bo auto ma swój charakter i łatwo je zapamiętać. Zderzak, podobnie jak z przodu, też zabezpieczono plastikiem. Jedynym minusem jest brak wycieraczki.
Może to nie jest najładniejszy samochód w klasie, ale na pewno nie ma się czego wstydzić. Dolphin Surf wygląda nowocześnie, sympatycznie i po prostu pasuje do miejskiego stylu — zwłaszcza jeżeli celuje w młodszych kierowców.






Przemyślany minimalizm
Deska rozdzielcza BYD Dolphin Surf jest minimalistyczna, ale ciekawie ukształtowana i solidnie wykończona. Dominują twarde materiały, które wyglądają dobrze i nigdzie nie widać oszczędności. Miłym akcentem są jaśniejsze wstawki, które ożywiają wnętrze, a w wielu miejscach zastosowano też delikatnie miększy, przyjemny w dotyku materiał. Wiele elementów wykonano z dużą starannością, choć plastiki na wielofunkcyjnej kierownicy wyglądają nieco archaicznie.
Standardem w nowoczesnych samochodach są cyfrowe ekrany, a BYD dodatkowo chwali się panelem z najważniejszymi funkcjami. To nie są zwykłe przyciski, ale rolki, które delikatnie przesuwamy w górę — wygląda to naprawdę nowocześnie i przyjemnie w obsłudze.
Na środku kokpitu znajduje się wiszący panel z półką, ładowarką indukcyjną i uchwytami na napoje. Poniżej znajdziemy typową wnękę z portami USB i gniazdem 12V, a jeszcze niżej niewielką przestrzeń dla pasażerów tylnego rzędu. Poza klasycznym schowkiem przed pasażerem, innych krytych miejsc do przechowywania adekwatnie nie ma, więc wszystko, co położymy na środku, pozostaje widoczne. Na plus wypadają natomiast całkiem duże kieszenie w drzwiach.
Podoba nam się również kierownica, która w centralnej części ma estetycznie wkomponowany emblemat marki. Po jej obu stronach znajdują się panele z fizycznymi przyciskami do obsługi komputera pokładowego, multimediów, systemów asystujących, a także przycisk do obrócenia centralnego wyświetlacza. Praktycznym dodatkiem jest także rolka do regulacji głośności, która pozwala gwałtownie i wygodnie zmienić poziom dźwięku.
Pod względem projektu kokpit BYD Dolphin Surf jest dobrze przemyślany i znacznie lepiej zaprojektowany niż np. w Dacia Spring.
Cyfrowy kokpit i infotainment
Przed kierowcą znajduje się 7-calowy cyfrowy wyświetlacz zegarów, który prezentuje proste grafiki nawiązujące nieco do starszych samochodów. Mogłoby być nowocześniej, ale najważniejsze, iż wszystkie informacje są czytelne i łatwo je odczytać.
Największą uwagę przyciąga 11-calowy ekran systemu infotainment, który można obracać. W praktyce trudno powiedzieć, po co jest ta funkcja – w pozycji wertykalnej obraz bywa słabo widoczny, zwłaszcza przy okularach polaryzacyjnych. jeżeli już zdecydowano się na takie rozwiązanie, powinno być dopracowane.
Sam system działa płynnie i jest w miarę intuicyjny, choć niektóre opcje są schowane dość głęboko i ich odnalezienie wymaga trochę czasu. Na plus należy zaliczyć bezprzewodowy Android Auto oraz dobrą jakość obrazu z kamer.
Większość funkcji, w tym manualną klimatyzację, obsługujemy właśnie z tego ekranu. Działa całkiem sprawnie, ale wciąż jest to mniej wygodne niż fizyczne pokrętła – zwłaszcza iż w Chinach wciąż spotykamy problem z parowaniem szyb, podobnie jak w GAC Hyptec HT. Najlepiej byłoby mieć tu klimatyzację automatyczną z fizycznym panelem, co zdecydowanie poprawiłoby komfort codziennego użytkowania.







Przestronne wnętrze
Jedną z największych zalet BYD Dolphin Surf jest przestronność wnętrza. Pomimo niecałych 4 metrów długości, kabina zaskakuje przestronnością. Z przodu nie ma na co narzekać – fotele są wygodne, mają zintegrowane zagłówki, elektryczną regulację oraz podgrzewanie. Jedynie zakres regulacji kierownicy jest ograniczony, ale przez cały czas da się znaleźć komfortową pozycję. Widoczność z miejsca kierowcy jest bardzo dobra.
Jeszcze większe wrażenie robi przestrzeń z tyłu. Przy ustawieniu przedniego fotela dla osoby o wzroście 180 cm, z tyłu bez problemu zmieści się pasażer o tym samym wzroście. Warto zaznaczyć, iż Dolphin Surf to samochód czteroosobowy – to sensowne rozwiązanie, bo na szerokość nie zmieści się wygodnie trzecia osoba. Za to mamy dwa mocowania ISOFIX, a pewnym zaskoczeniem może być fakt, iż dodatkowe mocowanie znajdziemy również na przednim fotelu.
Z tyłu nie ma dodatkowych nawiewów, podłokietnika, a dostęp do półki przy podłodze nie jest najwygodniejszy. Kieszenie w drzwiach są obszerne, ale zabrakło portów do ładowania.
Bagażnik ma deklarowaną pojemność 308 litrów, co jest raczej wartością optymistyczną – w praktyce jest nieco mniejszy, ale przez cały czas wystarczający. Dodatkowo pod podłogą znajduje się spora wnęka, idealna do przechowywania kabli czy innych drobiazgów. Za to nie znajdziemy w nim haczyków ani gniazda 12V.
Silnik i osiągi
BYD Dolphin Surf oferowany jest w dwóch wersjach – Boost oraz Comfort. Co ciekawe, wersja Boost jest słabsza – ma 88 KM i 175 Nm, podczas gdy Comfort oferuje 156 KM i 220 Nm. To już całkiem niezłe osiągi jak na takiego miejskiego elektryka. Dzięki temu nasz egzemplarz przyspiesza do 100 km/h w 9,1 sekundy, a prędkość maksymalna została ograniczona do 150 km/h.
W przypadku baterii wyboru nie mamy — każdy Dolphin Surf otrzymuje akumulator o pojemności 43,2 kWh, co pozwala przejechać 310–322 km w cyklu mieszanym lub 460–507 km w mieście. To parametry porównywalne z tymi oferowanymi przez Renault 5 E‑Tech, natomiast Dacia Spring wypada na tym tle wyraźnie słabiej.
Jak to jeździ?
I to kolejny element, którym zaskakuje BYD Dolphin Surf. Tym autkiem jeździ się naprawdę przyjemnie. Układ kierowniczy wymaga nieco większej siły, nie jest sztucznie wspomagany i na tle wielu chińskich modeli wypada bardzo pozytywnie. Samochód natychmiast reaguje na skręt kierownicą. Oczywiście nie jest idealny, ale spodziewaliśmy się czegoś zupełnie innego a BYD pozytywnie nas zaskoczył.
Zawieszenie dobrze radzi sobie z nierównościami, a jednocześnie ma odpowiednią sztywność, dzięki czemu szybsze pokonywanie zakrętów nie stanowi problemu – co mogło budzić nasze obawy ze względu na dość wąskie nadwozie. Wiadomo, iż przy mocniejszym skręcie nadwozie delikatnie się przechyla — raz w jedną, raz w drugą stronę. To naturalne przy krótkim rozstawie osi, wąskich oponach i dość wysokim nadwoziu, i nie dało się tego uniknąć. Jednak w codziennej jeździe nie stanowi to żadnej przeszkody.
Do tego mamy mocny układ napędowy, który jednak nie jest agresywny. Dolphin Surf potrafi jeździć gwałtownie i zachowywać się jak miejski gokart, bo jest zwarty i dynamiczny, ale tylko wtedy, gdy tego potrzebujemy. jeżeli myślicie, iż 156 KM zrobi z niego wyścigówkę – nic z tych rzeczy. Na co dzień to autko o bardzo łagodnym usposobieniu, tym bardziej iż hamulce są jednym ze słabszych elementów. No chyba, iż włączycie tryb Sport, wtedy naprawdę robi się bardzo dynamiczny.
Wbrew pozorom, Dolphin Surf sprawdza się także na krótszych trasach. Drogi ekspresowe nie są jego naturalnym środowiskiem, ale drogi krajowe pokonuje bez problemu. choćby przy prędkości 90 km/h wnętrze pozostaje zaskakująco ciche, a samochód stabilny i przewidywalny.
W mieście nawigację ułatwiają kamery 360°, duże przeszklenia i spore lusterka, a zwrotność auta jest bez zarzutu. Do minusów należy natomiast brak tylnej wycieraczki i umiejscowienie tylnej kamery nad tablicą rejestracyjną – w niekorzystną pogodę widoczność jest wtedy mocno ograniczona.






Zużycie energii
I to kolejny chiński samochód, który wylicza zużycie energii na podstawie pokonanego dystansu. Z jednej strony mamy opcję sprawdzenia ostatnich 50 kilometrów, którą można skasować, choć i tak wydaje się, iż zużycie przez cały czas jest liczone z tego fragmentu trasy. Z drugiej strony mamy zużycie skumulowane, czyli w praktyce nie wiadomo dokładnie, z jakiego okresu jest liczone – być może od początku użytkowania.
Tak czy inaczej, przejechaliśmy nim ponad 50 km przy minusowych temperaturach, a średnie zużycie energii wyniosło 14,2 kWh – przy czym nie oszczędzaliśmy ogrzewania ani nie jechaliśmy „jak emeryci”. Na trasie, drogami krajowymi, wynik wyniósł 17 kWh/100 km.
Dolphin Surf odebraliśmy tego samego dnia, w którym testowaliśmy GAC Hyptec HT. Tam zużycie energii w mieście wynosiło 25–30 kWh/100 km, podczas gdy tutaj było połowę mniejsze – chyba widać, które samochody realnie mają sens w miejskich warunkach.
Samochód oferuje dwa stopnie rekuperacji, a trybu automatycznego rekuperacji tutaj nie ma, co w tym segmencie nie powinno dziwić.
Ładowanie
Maksymalna moc ładowania BYD Dolphin Surf wynosi 85 kW, co w przypadku takiego auta jest wartością w pełni wystarczającą. Dzięki temu ładowanie od 30 do 80% zajmuje około 22 minut, a od 10 do 80% – około 30 minut. W szczycie udało nam się osiągnąć moc bliską 80 kW, ale trwało to krótko; przez większość czasu samochód ładował się z mocą około 60–65 kW.
Przy ładowaniu prądem zmiennym (AC) możemy wykorzystać moc 11 kW, co oznacza, iż pełne naładowanie od 0 do 100% zajmie około 5 godzin. To bardzo wygodne rozwiązanie na co dzień — wystarczy podłączyć samochód wieczorem, a rano bateria jest już w pełni naładowana.
Asystenci do poprawy
To element, który często podkreślamy w przypadku chińskich samochodów — i tutaj nie jest inaczej. O ile adaptacyjny tempomat oraz asystent utrzymania pasa ruchu działają bardzo dobrze, o tyle systemy wykrywające zmęczenie, rozkojarzenie czy przekraczanie prędkości potrafią być irytujące.
Być może to kwestia przyszłych aktualizacji, ale na razie samochód potrafi ostrzegać o rozkojarzeniu choćby wtedy, gdy próbujecie zmienić temperaturę na ekranie — a nie macie innego wyjścia, bo tylko tam można ją ustawić.







Ile kosztuje BYD Dolphin Surf?
Obecnie Dolphin Surf oferowany jest w dwóch wersjach wyposażenia — Boost oraz Comfort. Bazowa odmiana kosztuje 97 700 zł, a droższa 110 500 zł. Jedyną dopłatą pozostaje lakier nadwozia w cenie 2 900 zł.
Nasz egzemplarz to oczywiście wersja Comfort i na brak wyposażenia absolutnie nie mogliśmy narzekać. W standardzie znajdziemy m.in. reflektory LED, 16-calowe obręcze kół, elektrycznie podgrzewane i składane lusterka boczne, wielofunkcyjną kierownicę, tapicerkę ze skóry wegańskiej, manualną klimatyzację, podgrzewane przednie fotele, cyfrowe zegary 7”, elektrycznie obracany ekran dotykowy 10,1”, nawigację, bezprzewodową ładowarkę, Android Auto i Apple CarPlay, tylne czujniki parkowania, kamery 360°, adaptacyjny tempomat, asystenta utrzymania pasa ruchu oraz dostęp bezkluczykowy.
Wyposażenie jest naprawdę bogate, ale jeden element może zaskakiwać — manualna klimatyzacja. Trudno zrozumieć, dlaczego w tak dobrze wyposażonym samochodzie zabrakło klimatyzacji automatycznej. Zaskakuje też brak systemu monitorowania martwego pola, który przy takim poziomie wyposażenia wydaje się oczywisty.
Spójrzmy więc na konkurencję. Zdecydowanie tańsza jest Dacia Spring, której ceny zaczynają się od 73 500 zł za wersję Electric 70 i sięgają 85 900 zł za Electric 100. Tyle iż Spring jest mniejszy, gorzej wyposażony, ma mniejszą baterię i słabszy układ napędowy.
Bliższym rywalem wydaje się Hyundai Inster, ale tutaj ceny są już wyraźnie wyższe — od 107 900 zł do choćby 151 900 zł. Fiat Grande Panda również nie będzie tańszy, bo kosztuje od 106 000 do około 125 000 zł, choć wciąż pozostaje bardziej przystępny cenowo niż Inster.
BYD Dolphin Surf – nasza opinia
Zastanawialiśmy się, czym BYD Dolphin Surf zdobył serca klientów. Teraz już wiemy – to świetna propozycja dla osób szukających oszczędnego i zgrabnego auta do codziennej jazdy po mieście i okolicach. jeżeli potrzebujecie dojeżdżać do pracy, odwozić dzieci do przedszkola czy załatwiać codzienne sprawy – to idealny samochód do takich zadań. Wnętrze jest zaskakująco przestronne, a wyposażenie bardzo bogate, choć nie obyło się bez drobnych wpadek.
Na plus trzeba też zaliczyć układ napędowy. Nie spodziewajcie się, iż 156-konny silnik zamieni Dolphin Surf w sportową rakietę, ale rekompensuje to niskim zużyciem energii, choćby zimą, kiedy wiele innych elektryków miało problemy.
Oczywiście, samochód nie jest pozbawiony wad, ale ma zdecydowanie więcej zalet niż wad. Jedynym autem w tym segmencie, które może mu realnie zagrozić, jest Hyundai Inster, którego sprawdzimy wiosną. Obecna generacja Dacia Spring wypada w tym porównaniu zdecydowanie słabiej.
| Silnik: | elektryczny |
| Maksymalna moc: | 115 KM |
| Maksymalny moment obrotowy: | 220 Nm |
| Skrzynia biegów i napęd: | pojedyncze przełożenie, napęd na przednie koła |
| Przyspieszenie 0 – 100 km/h: | 9,1 s |
| Prędkość maksymalna: | 150 km/h |
| Zasięg: | 310 km |
| Pojemność akumulatorów: | 43,2 kWh |
| Wymiary (dł./wys./szer.): | 3990/1590/1720 |
| Pojemność bagażnika: | 308 l |
| Ładowanie | |
| Maksymalna moc ładowarki pokładowej [kW]: | 11 |
| Maksymalna moc ładowania prądem stałym [kW]: | 85 |
| Czas ładowania prądem zmiennym 0 – 100% [godz.]: | 5 godz. |
| Czas ładowania prądem stałym 30 – 80% [min.]: | 22 min |
Cennik
| Wersja | Boost | Comfort |
| – | 97 700 zł | 110 500 zł |















![Kwalifikacje do Sprintu w Miami [Relacja live]](https://powrotroberta.pl/wp-content/uploads/2026/05/2274046246-scaled-e1777666546809.jpg)
