BMW zaczyna podglądać Chińczyków. Nie chodzi jednak o stylistykę, ekrany czy napędy elektryczne. Niemiecki producent chce wykorzystać jeden z mniej efektownych, ale bardzo ważnych elementów przewagi chińskich firm – standaryzację części i większe wykorzystanie gotowych komponentów.
Dla kierowcy może to brzmieć jak szczegół bez większego znaczenia. I właśnie o to chodzi. BMW chce szukać oszczędności przede wszystkim tam, gdzie właściciel samochodu nawet nie zauważy zmiany.
Nie wszystko trzeba projektować od zera
BMW przez lata chętnie opracowywało własne rozwiązania, również w przypadku elementów, których kierowca nigdy nie ogląda. Każda taka część oznacza jednak koszty projektu, testów, produkcji i późniejszego utrzymywania całego łańcucha dostaw.
Teraz producent chce częściej sięgać po gotowe, sprawdzone komponenty, które można wykorzystać w kilku modelach.
Może chodzić o czujniki, moduły elektroniczne, elementy instalacji czy inne podzespoły ukryte pod karoserią. o ile dostawca ma już rozwiązanie spełniające wymagania BMW, nie zawsze jest sens tworzyć kolejne tylko na potrzeby jednego modelu.
To może wydawać się oczywiste, ale w przypadku producenta premium oznacza sporą zmianę podejścia do projektowania samochodów.
Chińczycy od dawna korzystają ze skali
BMW nie ukrywa, iż jednym z powodów tej decyzji jest konkurencja z Chin.
Chińscy producenci bardzo szeroko wykorzystują wspólne komponenty. Jeden dostawca może produkować te same lub podobne elementy dla kilku marek i wielu modeli. Duża skala oznacza niższy koszt pojedynczej części, a korzystanie z gotowych rozwiązań pozwala również szybciej przygotowywać nowe samochody.
To jedna z przewag, z którymi europejskie marki muszą dziś konkurować.
BMW chce więc wykorzystać ten sam mechanizm tam, gdzie nie wpływa on na charakter samochodu.

BMW wydaje na części ogromne pieniądze
Skala zakupów niemieckiego producenta dobrze pokazuje, dlaczego choćby niewielkie oszczędności mogą mieć znaczenie. BMW przeznacza na zakupy około 80 mld euro rocznie.
Do 2032 roku standardowe komponenty mają stanowić największą część tego budżetu. Jednocześnie BMW chce zmniejszyć o ponad połowę wykorzystanie części projektowanych wyłącznie dla konkretnego zastosowania.
Nie oznacza to oczywiście, iż przyszłe BMW będą miały identyczne podzespoły jak samochody innych marek. Producent przez cały czas będzie rozwijał własne rozwiązania tam, gdzie mają one znaczenie dla prowadzenia, komfortu czy charakteru samochodu.
Oszczędności mają pojawić się przede wszystkim w miejscach, w których indywidualne rozwiązanie nie daje klientowi realnej korzyści.
Chodzi również o czas
Pieniądze to jednak nie wszystko. Standardowe komponenty mogą również przyspieszyć rozwój nowych modeli.
Jeżeli producent nie musi każdorazowo projektować i testować danego elementu od początku, część pracy wykonano już wcześniej. To szczególnie istotne w sytuacji, gdy chińskie marki bardzo gwałtownie poszerzają swoje gamy modelowe.
Podobne podejście zaczynają zresztą stosować także inni producenci. Ford wskazywał, iż samo opracowanie nowego reflektora może wydłużyć przygotowanie samochodu choćby o kilka miesięcy. Wykorzystanie istniejącego rozwiązania może ten proces skrócić.
Dzisiaj szybkość wprowadzania nowych samochodów jest równie ważna jak sam koszt ich produkcji.

BMW potrzebuje lepszych wyników
Za całą zmianą kryje się oczywiście również znacznie mniej efektowny powód: BMW chce więcej zarabiać.
Producent chce poprawić rentowność i zwiększyć marżę operacyjną. Standaryzacja komponentów jest jednym z elementów większego planu obejmującego również ograniczenie liczby wariantów, uproszczenie procesów produkcyjnych i większe wykorzystanie sztucznej inteligencji.
Kierowca może tego choćby nie zauważyć
I tutaj dochodzimy do najciekawszej części.
Jeżeli BMW wymieni jeden z ukrytych modułów na tańszy komponent dostawcy, kierowca prawdopodobnie choćby się o tym nie dowie. Nie zmieni się sposób prowadzenia samochodu, wygląd wnętrza ani działanie systemu multimedialnego.

To właśnie jest największa zaleta takiej standaryzacji.
BMW może ograniczyć koszty produkcji bez odbierania samochodom tego, za co klienci faktycznie płacą. Pod warunkiem oczywiście, iż ta granica zostanie dobrze wyznaczona.
Bo jeżeli gotowy komponent jest tańszy, łatwiej dostępny i działa równie dobrze, trudno uzasadnić projektowanie własnego rozwiązania tylko dla samego faktu jego posiadania.
Czy BMW podzieli się oszczędnościami?
Zmiana jest więc rozsądna z punktu widzenia producenta. Pozostaje jednak pytanie, co zyska na niej klient.
Jeżeli dzięki większej skali BMW będzie szybciej wprowadzać nowe modele, ograniczać koszty i poprawiać rentowność, firma z pewnością na tym skorzysta. Nie oznacza to jednak automatycznie niższych cen samochodów.













