Boska energia podobnie jak „źródło” brzmi dla wielu ludzi trochę tajemniczo. Jednym kojarzy się z religią, innym z ezoteryką, jeszcze innym z czymś kompletnie oderwanym od rzeczywistości. Tymczasem, jeżeli odrzucić cały ten językowy galimatias, okazuje się, iż chodzi o coś zaskakująco prostego – o stan wewnętrznego kontaktu ze sobą, którego większość ludzi doświadcza, ale rzadko rozumie.
Łączność ze „źródłem” nie jest żadną tajemniczą umiejętnością dostępną dla wybranych. To raczej powrót do czegoś, co było w nas od początku, tylko zostało przykryte hałasem codzienności. Człowiek rodzi się z naturalną zdolnością odczuwania świata bez filtrów.
Dziecko nie analizuje, nie kalkuluje, nie buduje skomplikowanych interpretacji – ono po prostu doświadcza. Z czasem jednak uczymy się reagować automatycznie, myśleć schematami i funkcjonować według cudzych przekonań. I właśnie w tym miejscu tracimy kontakt z tym, co można nazwać „źródłem”.
Źródło nie jest miejscem ani bytem gdzieś na zewnątrz. To stan, w którym człowiek przestaje być rozproszony. Kiedy myśli nie ciągną go w dziesięć stron jednocześnie, emocje nie wybuchają bez kontroli, a reakcje nie są tylko odruchem. To moment, w którym pojawia się przestrzeń – między bodźcem a reakcją. I w tej przestrzeni zaczyna się prawdziwa wolność.
Problem polega na tym, iż współczesny świat robi wszystko, żeby tej przestrzeni nie było. Informacje, stres, presja, tempo życia – to wszystko działa jak ciągły hałas. Człowiek jest bombardowany bodźcami i przestaje odróżniać, co jest jego, a co tylko reakcją na otoczenie. Nic więc dziwnego, iż czuje się zagubiony, zmęczony i wewnętrznie rozbity.
W takiej rzeczywistości „autostrada do nieba”, o której mówią niektórzy, nie jest żadną ucieczką od świata. Wręcz przeciwnie – to sposób, żeby w tym świecie nie zwariować. Nie polega ona na odcinaniu się od rzeczywistości, ale na nauczeniu się, jak w niej funkcjonować bez ciągłego napięcia.
Droga do tego stanu zaczyna się od czegoś bardzo nieefektownego – od zatrzymania. Człowiek musi najpierw zobaczyć, co się w nim dzieje. Dopóki biegnie bez przerwy, nie ma na to szans. Dopiero kiedy na chwilę się zatrzyma, zaczyna dostrzegać chaos myśli, napięcie w ciele, emocje, które wcześniej działały w tle. To często nie jest przyjemne doświadczenie, dlatego wiele osób z tego rezygnuje. A właśnie to jest pierwszy krok.
Kolejnym elementem jest nauczenie się rozpoznawania własnych emocji. Większość ludzi nie czuje tego, co naprawdę czuje – tylko reaguje. Złość zamienia się w wybuch, smutek w wycofanie, strach w napięcie. Tymczasem sama zdolność nazwania tego, co się dzieje w środku, daje ogromną zmianę. Nagle pojawia się dystans. Człowiek przestaje być całkowicie wciągnięty w emocję i zaczyna ją widzieć.
W tym miejscu zaczyna się też praca z tym, co często nazywa się „ciemną stroną”. To nie jest nic nadzwyczajnego ani wstydliwego. Każdy człowiek ma w sobie złość, zazdrość, lęk czy potrzebę kontroli. Problem nie polega na tym, iż te rzeczy istnieją, tylko na tym, iż próbujemy je ignorować albo wypierać. A to działa jak zamiecenie brudu pod dywan – z czasem robi się tylko gorzej.
Radzenie sobie z tym nie polega na walce ze sobą. Polega na zobaczeniu tego bez ucieczki i bez usprawiedliwień. jeżeli ktoś potrafi powiedzieć „jestem zły” zamiast od razu reagować, to już zrobił ogromny krok. Bo między odczuciem a działaniem pojawiła się przestrzeń. A tam zaczyna się wybór.
I dopiero na tym fundamencie można mówić o czymś takim jak pokochanie siebie. Nie w wersji z internetowych haseł, tylko naprawdę. Bo nie da się lubić siebie, jeżeli się przed sobą ucieka. Miłość do siebie zaczyna się od uczciwości. Od zgody na to, iż nie jesteśmy idealni, iż mamy słabości, iż czasem reagujemy źle. Paradoksalnie dopiero wtedy zaczyna się spokój.
Korzyści z tego procesu są bardzo konkretne i wcale nie mistyczne. Człowiek przestaje być ciągle napięty. Nie reaguje impulsywnie na każdą sytuację. Ma większą odporność psychiczną i łatwiej radzi sobie z trudnościami. Relacje z innymi ludźmi stają się spokojniejsze, bo nie są oparte wyłącznie na emocjonalnych reakcjach.
W świecie, który jest coraz bardziej chaotyczny i nieprzewidywalny, to właśnie taka wewnętrzna stabilność staje się największą wartością. Nie zmienia ona rzeczywistości zewnętrznej, ale całkowicie zmienia sposób jej przeżywania.
I być może to jest najważniejsze – zrozumienie, iż nie trzeba szukać żadnych tajemnych dróg ani niezwykłych doświadczeń. To, co nazywa się „źródłem”, nie jest czymś do zdobycia. To raczej coś, do czego się wraca. Nie spektakularnie, ani nagle, tylko spokojnie – krok po kroku.
Jolanta Czudak








![[NA ŻYWO] W Gnieźnie ruszają zawody Pucharu MACEC](https://speedwaynews.pl/relacja-na-zywo/og_default.jpg)




