1000 km w Renault Clio 2026. Nowym autem Macrona nie będzie, ale szok, ile pali w trasie

2 godzin temu
Są takie auta, do których wsiadasz i od razu czujesz, iż "to jest to". Nowe Renault Clio 2026 w topowej wersji esprit Alpine robi dokładnie takie pierwsze wrażenie. Wygląda jak milion dolarów, obiecuje sportowe emocje i kusi nowoczesną technologią. Spędziłem w nim tydzień, przejechałem okrągły tysiąc kilometrów i wiem jedno: to prawdopodobnie najlepsza miejska hybryda na rynku, choć lista drobnych irytacji, które serwuje, jest zaskakująco długa.


Renault Clio to jeden z "wołów" pociągowych sprzedaży tej marki w Europie i na świecie. W sumie to zabawne określenie patrząc na rozmiary tego auta, które jednak w nowej odsłonie urosło. Auto jest teraz o 7 cm dłuższe (4,12 m) oraz o 4 cm szersze (1,77 m), co przekłada się na lepszą stabilność. Co więcej, inżynierowie poszerzyli rozstaw kół o 39 mm z przodu i 10 mm z tyłu.

Efekt? Auto świetnie się prowadzi. Dzięki nisko położonemu środkowi ciężkości nowe Clio wspaniale składa się do zakrętów. Prowadzi się je pewnie i sztywno, niemal jak gokarta, co w połączeniu z mniejszą kierownicą (tylko 2,6 obrotu) daje ogromną frajdę z jazdy.

Ale o jeździe opowiem trochę więcej później. Zostańmy jeszcze przy wyglądzie nadwozia i wnętrza, bo to naprawdę drastyczna zmiana. Oczywiście można się spierać, czy na lepsze, czy nie.

Mnie odpowiadała wcześniejsza odsłona Clio, ale powiem wam szczerze, iż im więcej spędzałem czasu za kółkiem Clio 2026, tym bardziej zacząłem lubić się i z wnętrzem, i designem nadwozia. Najbardziej przypadły mi do gustu tylne lampy oraz agresywny pas przedni.

Wnętrze pełne zamszu i... ergonomicznych pułapek


W środku Renault postawiło na "efekt wow". Deska rozdzielcza wykończona zamszem, gradientowo barwione listwy dekoracyjne i świetne dekory ambientowe sprawiają, iż czujesz się, jakbyś siedział w aucie o klasę wyższym.

Design wnętrza jest przemyślany, nowoczesny i po prostu ładny. Do tego zagospodarowanie ograniczonej przestrzeni też jest na piątkę. Mamy spory schowek przed pasażerem oraz w podłokietniku, dwa uchwyty na kubki, dużą ładowarkę indukcyjną oraz w miarę pojemne kieszenie w drzwiach.

Świetnie, iż Renault nie zrezygnowało z fizycznych przycisków, w tym tych do regulacji temperatury. To miła odmiana w świecie samochodowej tabletozy. No i jak to w Renault fajnie, iż mają współpracę z Google i posiadają openR link od Android Automotive. Doceniam, iż mapy z Androida Auto lub Waze pojawiają się także na zegarach cyfrowych. Tego nie ma jeszcze wielu zawodników z segmentu premium.

Ale tu kończą się uprzejmości, bo po 1000 km dostrzegłem kilka rzeczy, które można było zrobić inaczej. Po pierwsze: zamsz na dolnej części kierownicy. Wygląda prestiżowo w salonie, ale to pomyłka w codziennym użytkowaniu. Ten materiał będzie się brudził, wycierał i powiedzmy to wprost z czasem zacznie śmierdzieć od potu dłoni.

Po drugie: za dużo piano blacka. Mamy go i tak niewiele, no ale dekoracyjna podpórka na kierownicy, czy klamki z tego materiału, to zły pomysł. To magnes na zarysowania i odciski palców. Już po tygodniu widać na nich mikrorysy.

No i mamy za dużo manetek przy kierownicy, to zmora wszystkich nowych Renault. Czasem odnosi się wrażenie, iż potrzeba dodatkowej pary rąk, żeby obsłużyć to wszystko bez patrzenia. Do tego dochodzi słabo wykonana dźwignia do multimediów, bo plastik jest marnej jakości, ma ostre krawędzie i po prostu nie pasuje do reszty dopracowanej kabiny.

Przestrzeń? Jest jej sporo!


Ogromnym plusem jes za to funkcjonalność auta. Francuzi stanęli przed trudnym wyborem: wygoda pasażerów czy przestrzeń na walizki. Wybrali to pierwsze i w sumie chwała im za to. Na tylnej kanapie jest sporo miejsca, co jak na auto miejskie zasługuje na pochwałę.

Niestety, odbyło się to kosztem bagażnika, który jest dosyć mały. W wersjach spalinowych 391 litrów, w hybrydzie 309 litrów (9 litrów więcej, niż w poprzedniku). jeżeli planujecie większy wyjazd w cztery osoby, boks dachowy może okazać się niezbędny.

Specjalnie piszę o czterech osobach, bo przy trzech, zawsze można złożyć jedną z części tylnej kanapy i zapakować bagaże na przestrzał. Szkoda, iż kanapa nie dzieli się w proporcjach 40/20/40, bo jeżeli macie tylko dłuższe rzeczy do przewiezienia, to moglibyście zabrać do środka 4 osoby. A tak jedna z automatu musi zostać wykolegowana.

Technologie z górnej półki


Świetne jest natomiast to, iż Francuzi naprawdę upakowali do swojego nowego cudeńka mnóstwo nowych technologii. Mamy więc wszelkie systemy bezpieczeństwa od ISA, ADAS po ADDW (co interesujące kamera tego systemu trafiła nie na kierownicę, a na słupek A). Do tego kontrola martwego pola, kamery 360 stopni bezprzewodowe podłączenie Android Auto i Apple CarPlay no i świetnie działające, responsywne multimedia.

Małym minusem jest fakt, iż kamera 360 stopni na dość małym, bo 10-calowym ekranie centralnym, trochę nie ma sensu, bo naprawdę musimy bardzo wpatrywać się w monitor, żeby cokolwiek zobaczyć.

Świetną sprawą jest Aktywny Asystent Jazdy, bo to luksus w takim aucie. A jednak tutaj można go zamówić. I działa on zaskakująco poprawnie. Owszem na te 1000 km pokonane głównie po autostradach i drogach szybkiego ruchu raz zdarzyło mu się "wypiąć" w dość dziwnym momencie, bo przy zmianie pasa i hamującym na nim samochodzie, ale sumarycznie to naprawdę super sprawa.

Nowy układ hybrydowy E-Tech 160


Największa rewolucja zaszła jednak pod maską. Renault porzuciło jednostkę 1.6 na rzecz większego, czterocylindrowego silnika 1.8, który generuje 109 KM. Wspiera go silnik elektryczny (49 KM) oraz rozruszniko-alternator (20 KM), co daje łączną moc systemową 160 KM.

To o 15 koni więcej niż w poprzedniku, co czuć przy każdym wyprzedzaniu. Sprint do "setki" zajmuje teraz zaledwie 8,3 sekundy, a auto rozpędza się maksymalnie do 180 km/h.

Mimo większej pojemności, to wciąż "król oszczędności". Dzięki powiększonemu akumulatorowi (1,4 kWh) Clio potrafi poruszać się po mieście w trybie elektrycznym choćby przez 80 proc. czasu i rzeczywiście to nie jest tylko agencyjna formułka.

W moim teście, w gęstych korkach, samochód palił niecałe 5 litrów i rzeczywiście kiedy tylko mógł, to poruszał się na prądzie, natomiast w trasie przy mrozie -5 stopni wynik wzrósł tylko do niecałych 6 litrów na 100 km. To świetne rezultaty, choć producent obiecuje, iż przy bardzo delikatnej nodze da się zejść choćby do 3,9 litra w mieście.

W ofercie obok hybrydy znajdziemy też trzycylindrowy silnik 1.2 o mocy 115 KM, a w drugiej połowie 2026 roku dołączy wersja z fabrycznym LPG, która dzięki 50-litrowemu zbiornikowi ma przejeżdżać choćby 1450 km na jednym tankowaniu.

Co do reszty wrażeń z jazdy, to wnętrze jest bardzo dobrze wyciszone i choćby przy wysokich prędkościach w środku jest relatywnie cicho. Z kolei zawieszenie zaskakująco dobrze wytłumia nierówności. Do tego macie do dyspozycji system Multi-Sense, który pozwala wybierać między trybami Eco, Sport czy Smart, co realnie wpływa na to, jak często auto korzysta z baterii.

Cena i wyposażenie


Spójrzmy w cennik. Nowe Renault Clio startuje od 84 900 zł za wersję Evolution z silnikiem 1.2 TCe 115 KM w manualu. Za automat trzeba dopłacić do wersji Techno 15 tys zł. Z kolei testowana przeze mnie hybryda 160 KM to koszt 106 900 zł. A jeżeli doposażycie ją na maxa to zapłacicie 123 900 zł.

Trochę sporo jak na auto z segmentu B, ale w porównaniu z podobnie doposażoną konkurencją, to jednak przez cały czas atrakcyjna oferta. I serio można przymknąć oko na wymienione przeze mnie mankamenty. Wszystkie z nich nie wpływają mocno na komfort podróżowania czy na jazdę.

Jeśli szukacie więc ciekawej odmiany, która nie opróżni wam kieszeni, będzie wyróżniała się na ulicy i komfortowo przewiezie was z punktu A do punktu B, to nowe Clio jest odpowiedzią.

Idź do oryginalnego materiału